Znak końca czasów?

Za Romanem wieści z pielgrzymki wokół Polski:

Darek zakończył wczoraj swój odcinek pielgrzymki w Branicach. Tam przekazał ikonę i różaniec Tomkowi, ktory dziś rano wyruszył na wschód wzdłuż granicy w kierunku Wisły.
Od dziś pielgrzymka wchodzi w tajemnice światła różańca świętego.

rosary1Darek opisał wydarzenie, które miało miejsce w piątek…

„Głubczyce-Branice – piątek 16 czerwca 2017r. – godzina 15-16

Idąc tego dnia do Branic pomiędzy Lwicami a Michałkowicami nadciągnęły czarne chmury i wiatr. Ale nie było zwyczajne zjawisko atmosferyczne. Było to jak zapowiedź czegoś katastroficznego. Modliłem się Ave Maria, żeby mi się nic nie stało, bo nie miałem możliwości gdziekolwiek w tym momencie, aby się schować. Droga, żywioł i ja sam pośrodku tego, co miało za chwilę się wydarzyć.
Szedłem w kierunku południowym, a niebo podzieliło się na stronę wschodnią i zachodnią. I na obu tych stronach zaczęły się tworzyć kłęby czarnych warstw nieba sięgających aż za horyzont. Nigdy dotychczas nie widziałem takiego zjawiska. Te czarne chmury przypominały czarny dym unoszący się jak po jakiejś katastrofie. Było to naprawdę dziwne i przerażające zjawisko. Towarzyszył temu ogłuszający huk wiatru, który wyginał gałęziami rosnących drzew, a i gdzie niegdzie słyszałem jak pękają konary. W oddalonej wiosce wyć zaczęły syreny strażackie. Rozpoczęła się i burza, którą w oddali widziałem po zachodniej stronie. A ja non stop odmawiałem Zdrowaś Maryjo.
I wtedy Niebo wysłuchało moich modlitw. Pośrodku nieba pojawił się niewielki wolny pas rozdzielającą część wschodnią i zachodnią. Pojawiło się Słońce, które miałem wrażenia, a wręcz pewność prowadzi mnie i jest dokładnie nade mną. Żywioł trwał nadal. Modlitwa trwała nadal. Syreny wyły. Samochody mnie mijały, nikt się wtedy nie zatrzymał, tak jakby wszyscy uciekali myśląc tylko o sobie. Ale czy tak naprawdę mogli gdziekolwiek uciec…?
I tak idąc, spoglądam w pewnym momencie w górę nieba i widzę, że po prawej stronie Słońca pojawia się niebieski obłok (pośród tego całego czarnego horyzontu) i w środku niego pojawia się w białej poświacie postać kobiety. Miała na głowie koronę i szeroka spódnicę. Była cała biała na tym tle niebieskiego nieba. W jednej chwili ugięły się pode mną nogi. Bo był to tak oczywisty znak, że w tym momencie wiedziałem, iż po prawej stronie Słońca pojawiła się Ona.
Królowa nieba i ziemi!
Królowa nieba i ziemi pokazała całą swoją potęgę i wskazała drogę Słońca, którą winniśmy podążać. Drogę naszego Króla Królów i Pana Panów Jezusa Chrystusa! Drogę, w której nic nam nie grozi.
sam2Idąc w tym żywiole nie spadła na mnie żadna kropla deszczu. Nie spadł na mnie żaden konar czy nawet przysłowiowy liść z drzewa, choć nawałnica trwała nadal.
Każdy może sam wyciągnąć swoje wnioski. Można i nie wierzyć.
Ale Duch Święty dał jednoznaczny przekaz tej sytuacji. Jest on znakiem ochrony dla całej drogi różańca do granic. Był także jednoznacznym znakiem panowania Nieba nad światem. I był również jednoznacznym znakiem upływającego czasu dla nawrócenia się pojedynczego człowieka i świata. Oraz, że zachód i wschód świata to obecnie czarna głęboka noc, a nad Polską jest pas Słońca i to jest dla nas jedyna Droga, Prawda i Życie a Maryja jest Tą i Jej Niepokalane Serce, która nas w pełni wiary do niej bezpiecznie doprowadzi.
I na koniec:
Matka Boża, która chroniła mnie w całej mojej drodze i wspierała, na koniec doprowadziła mnie do Branic do Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej, gdzie siostry udzieliły mi gościny i gdzie zakończyłem swoją dwutygodniową pielgrzymkę.
Chwała Panu!
Ave Maria!”

Reklamy
Znak końca czasów?

Módlmy się za kapłanów!

Kochani proszę was o pomoc modlitewną!
Módlmy się za kapłanów!
„Od pewnego czasu dostajemy przynaglenie i wierzymy, że to sam Pan Jezus przynagla, aby modlić się gorliwie za Jego kapłanów. Wezwani do wielkiej bliskości z Bogiem, sprawowania Sakramentów i prowadzenia nas do domu Ojca, są szczególnie narażeni na wściekłe ataki złego. Do tej walki jest im potrzebna amunicja – nasza modlitwa.

Razem z Matka Bożą zapraszamy Was wszystkich do włączenia się w inicjatywę modlitewną 24/7.

zapisz się, będziesz dostawać SMSa z przypomnieniem. ”

http://diakoniamodlitwy.pl/modlitwa-za-ksiezy/

Módlmy się za kapłanów!

XIX.7. O ciągłym rozpamiętywaniu męki Pana naszego Jezusa Chrystusa

Idź jeszcze dalej, synu, i wstąp ze Mną na Kalwarię. Słuchaj nadal i ucz się. Co ci mówi droga zroszona moim potem i krwią, jeśli nie to, że i ty, dla szukania i zdobywania dusz, winieneś chętnie przemierzać drogi i ścieżki swojej posługi, pomimo potu i zmęczenia? Co ci mówią płaczące niewiasty, jak nie to, że winieneś oddawać się rozważaniu mojej męki, współczuć z moim cierpieniem i opłakiwać nade wszystko swoje grzechy, które były ich przyczyną? Co ci mówi obdarcie Mnie z szat, jeśli nie to, że ze spokojem ducha winieneś znosić ubóstwo? Co ci mówi rozpięcie i przybicie Mnie do krzyża, jeśli nie to, że winieneś swoje ciało ukrzyżować wraz z jego wadami i pożądliwościami? Co ci mówi podwyższenie Mnie na krzyżu, jeśli nie to, że przez wiele ucisków winieneś wstępować do królestwa niebieskiego? Co ci mówi napawanie Mnie żółcią i octem, jeśli nie to, że winieneś prowadzić życie trzeźwe i nie pragnąć wspaniałych uczt? Co ci mówi zbawiony łotr po Mojej prawicy, jeśli nie to, że nigdy nie powinieneś wątpić w Moje miłosierdzie? Co ci mówi grzesznik ginący u boku mojej dobroci, jeśli nie to, że nigdy nie powinieneś nadużywać mojej łaskawości? Co ci mówi moja modlitwa za krzyżujących Mnie, jeśli nie to, że powinieneś modlić się za najgorszych nawet grzeszników i chętnie przebaczać nawet swoim nienawistnym wrogom? Co ci mówi powierzenie uczniowi mojej Matki, jeśli nie to, że winieneś otaczać Ją uwielbieniem, z ufnością oddawać Jej cześć i miłować? Co ci mówi śmierć, jaką poniosłem za ciebie, jeśli nie to, że i ty powinieneś oddawać życie swoje za braci? Co ci mówią słońce, księżyc, skały, ziemia, opłakujące moją śmierć, jeśli nie to, że byłbyś bardziej nieczuły od skały, gdybyś nie przejął się głęboko moją śmiercią? Co ci mówią bijący się w piersi moi wrogowie, jeśli nie to, że krzyż mój stanowi niewyczerpane źródło skruchy i łask? Co ci mówi mój bok otwarty włócznią żołnierza, jeśli nie to, że winieneś wejść doń przez miłość i w nim żyć? Co ci mówi Nikodem, gdy zdejmuje Mnie z krzyża, namaszcza wonnościami i składa w nowym grobie, jeśli nie to, że winieneś z największą czystością serca przyjmować i rozdawać moje sakramenty oraz pilnie dbać o chwałę i ozdobę mojego domu, i ołtarza?Rozważaj to, synu, stale trwaj w tym rozważaniu. A krzyż mój będzie dla ciebie zbawieniem, życiem, osłoną przed wrogami i źródłem niewypowiedzianej słodyczy.

Mów do mego serca, święty Krzyżu. Mów, Krzyżu najmilszy. Opowiedz mi o bezmiernej miłości, jaką dobry Mistrz umiłował swojego ucznia. Jakaż to dobroć, o najlitościwszy Jezu, skłoniła Ciebie, ażebyś wycierpiał dla mnie tak srogie męki? Oto Ty, dawca życia, jesteś prowadzony na zabicie jak owca, stawszy się posłuszny aż do śmierci. Ty, Bóg z Boga zrodzony, przybrawszy moją naturę, wstąpileś na drzewo krzyża i w przybranym ciele poniosłeś tak okrutną śmierć.

Źródło: XIX.7. O ciągłym rozpamiętywaniu męki Pana naszego Jezusa Chrystusa

XIX.7. O ciągłym rozpamiętywaniu męki Pana naszego Jezusa Chrystusa

Ks. inf. Jan Pęzioł: „Ja tu jestem” – Cudowne dowody miłości Matki Bożej w świadectwach wiernych

Słynąca łaskami figura Matki Bożej Kębelskiej przez wieki przyciągała do sanktuarium w Kęble i Wąwolnicy tysiące pielgrzymów. W okresie po II wojnie światowej ówczesny biskup lubelski Stefan Wyszyński zainspirował wieloletniego proboszcza wąwolnickiego ks. Józefa Gorajka do rozpoczęcia starań o koronację figury koronami papieskimi. Uwieńczeniem tych starań była uroczysta koronacja, której 10 września 1978 roku dokonał biskup lubelski Bolesław Pylak w obecności ponad stutysięcznej rzeszy pielgrzymów.

To miejsce jest niezwykłe. Przyjeżdżał tu niegdyś na odpoczynek nieżyjący już o. Teofil Krauze, paulin. Przez długie lata był kustoszem bazyliki na Jasnej Górze, a potem został też przeorem. Do mnie przyjeżdżał już jako emeryt. Kiedyś powiedział mi tak: według mnie nigdzie w Polsce, w żadnym sanktuarium nie ma tylu łask co tutaj. Naprawdę Matka Boża to miejsce wybrała.

Wypełniając testament, który Pan Jezus zostawił Jej z krzyża – oto syn Twój, oto dzieci Twoje – Matka Boża chodzi między nami. Kto ma tyle łaski, aby się swoją wiarą otworzyć na Jej obecność, do tego Matka Boża przychodzi i pomaga mu w różny sposób – uzdrawiając, rozwiązując problemy życiowe, wyciągając z jakiegoś nałogu i w wielu, wielu innych sytuacjach. Może to czynić, ponieważ Pan Bóg tak Jej zaufał, że się podzielił z Nią swoimi boskimi atrybutami – wszechmocy, wszechwiedzy i wszechobecności.

Matka Boża potrafi dotknąć nas swoim czułym spojrzeniem w najmniej spodziewanym momencie i w najmniej oczekiwany sposób. Czasami, aby wniknąć do naszych serc, może wykorzystać zwykłą ludzką ciekawość, czasami trudne doświadczenie życiowe, odblokowujące nasze dusze na Jej matczyną miłość, a czasami potrafi pociągnąć nas ku Chrystusowi, wykorzystując nawet naszą złość czy wręcz gniew. Zdarza się, że podobne sytuacje są wielkim wyzwaniem i próbą dla nas kapłanów. Często, kierowani najlepszymi chęciami, możemy przeoczyć coś niezwykle istotnego, przyczyniając się niemalże do unicestwienia Bożego działania.

Pan Bóg nie czyni cudów po to, żeby się popisać, wywołać sensację czy też uszczęśliwić na kilka lat człowieka uzdrowionego, lecz po to, żeby nasza wiara rosła.

Niestety, w takim człowieku, który dozna cudownego działania Boga, może pojawić się refleksja, że to była jakaś nagroda, na przykład za to, że ów człowiek tak się pięknie modlił. Właśnie w tym momencie diabeł próbuje zastawiać na człowieka pułapkę. Diabeł jest doskonałym psychologiem i wie, w którą stronę zadmuchać, bo diabeł ma tylko jedną broń do walki z nami – innej mu Pan Bóg nie dał. Jest to kłamstwo.

Matka Boża może wszystko, dlatego w jednym momencie może „załatwić” każdą naszą sprawę, chociaż sposobu, w jaki to czyni, nasz rozum nie jest w stanie ogarnąć. Zdawałoby się, że przychodzimy czasami ze sprawą całkowicie doczesną, nie mającą nic wspólnego z wielkimi duchowymi sprawami. Wystarczy jednak, że przyjdzie tu matka, ojciec, żona, mąż czy dziecko, uklęknie i z wiarą poprosi i niemal w tym samym momencie otrzymują.

Mając na względzie wielką liczbę łask, jakie od Matki Bożej otrzymują w Wąwolnicy Jej czciciele, rzuca się w oczy nie tylko ich liczba, ale też uderza nas szybkość, z jaką działa Matka Boża, i Jej skuteczność. Chorzy na śmiertelne choroby w jednej chwili odzyskują zdrowie, szukający ocalenia stają się niewidoczni dla oprawców, zuchwali bezbożnicy w jednej chwili kruszą swoje serca, zaś niemający nadziei na potomstwo otrzymują je wbrew bezradnej medycynie.

Świadectwa:
„Do dziś nie wiem, jak się zdobyłam na tę ucieczkę. Wiem natomiast z całą pewnością, że nie był to szczęśliwy zbieg okoliczności ani dobra wola gestapowców. Była to niewątpliwie łaska Boża. Gdy byłyśmy przy samochodzie, otoczone gestapowcami z psami, żaden z nich nie zauważył naszej ucieczki i żaden pies nie ruszył w pościg za nami. Jestem przekonana, że stało się to za przyczyną Matki Bożej Kębelskiej, która w jakiś sposób uczyniła nas dla nich niewidzialnymi. Ją czciłam, do Niej się modliłam, Ją o pomoc błagałam, a Ona moją prośbę wysłuchała.”

„Gdy mąż pracował w Libii, co miesiąc jeździłam więc do Wąwolnicy na czuwania fatimskie i modliłam się o opiekę Matki Bożej nad nim. Pewnego dnia otrzymałam wiadomość, że na pracującego w Libii męża upadła kilkutonowa stalowa szafa. Koledzy męża, którzy byli świadkami tego zdarzenia, sądzili, że znajdą go pod szafą zmiażdżonego, jak to określili, „na deseczkę”. Tymczasem gdy podniesiono szafę, mój mąż – ku zdumieniu wszystkich – wstał zupełnie zdrowy. Okazało się, że w spadającej na niego szafie jakimś cudem otworzyły się drzwi i ta pusta przestrzeń po prostu go nakryła, i to tak, że żadnym elementem szafy nie został nawet uderzony. Jestem pewna, że ocalenie swoje mąż zawdzięcza wstawiennictwu Matki Bożej Kębelskiej.”

„Zaangażowałam się bardzo głęboko w okultyzm. Doszło do tego, że potrafiłam uzdrawiać na odległość, ale nie trwało to długo. Jednak ceną za te zdolności było to, że powoli, wręcz niepostrzeżenie oddaliłam się od Boga i Kościoła. Straciłam pokój serca i radość życia. Na dodatek zarówno u mnie, jak i w rodzinie pojawiły się niekończące się choroby. Jakby tego było mało, mąż popadł w alkoholizm. Krótko mówiąc, dotychczasowe moje życie zaczęło się rozsypywać. W tej tragicznej sytuacji życiowej uratowała mnie Matka Boża Kębelska.”

„W 1978 r., będąc w stanie błogosławionym, dowiedziałam się, że mam bardzo wysokie ciśnienie. Lekarze ocenili, że ciąża stanowi poważne zagrożenie dla mnie i dla dziecka, dlatego naciskali, aby ją usunąć. Nie zgodziłam się na zabicie mojego dziecka. Całą sprawę powierzyłam Panu Bogu, pokładając ufność w modlitwie. Niestety, dalszy bieg wypadków wydawał się potwierdzać trafność diagnozy lekarzy. Dziecko urodziło się z komplikacjami i zaraz po narodzinach ciężko zachorowało. W pewnym momencie było już umierające (…). Z okazji uroczystości koronacji cudownej figury Matki Bożej Kębelskiej 10 września 1978 r. mąż z synem poszli na pielgrzymkę do Wąwolnicy, gdzie modlili się o zdrowie dziecka. I stała się rzecz niezwykła. W dniu koronacji, około godziny dwunastej, ku ogromnemu zdziwieniu lekarzy dziecko oprzytomniało, a tydzień później było już w domu.”

„Sytuacja pogarszała się z każdym dniem, aż w sobotę 27 listopada 1982 r. lekarz oświadczył nam, że nasze dziecko musi umrzeć, ponieważ z tego względu, że guz jest w środku mózgu, nie można jej operować, a w dodatku pojawiły się przerzuty na płuca. Wróciwszy do domu, jeszcze tego samego dnia opowiedziałem rodzinie o beznadziejnym stanie córki. Wtedy ktoś z obecnych zaproponował, bym pojechał do Wąwolnicy i prosił Matkę Bożą Kębelską o uzdrowienie Magdy. (…) w pierwszą niedzielę adwentu, razem z moją mamą, teściem i bratem żony weszliśmy do kaplicy Matki Bożej, gdzie modliliśmy się kilkadziesiąt minut przed cudowną figurką. (…) wracając z Wąwolnicy, postanowiliśmy zajechać do kliniki. Spodziewaliśmy się zastać tam w najlepszym razie nieprzytomną Magdę, ale liczyliśmy się również z jej śmiercią. Jakież było nasze zdziwienie, gdy zamiast tego na korytarzu zastaliśmy uśmiechniętą żonę, która z radością zakomunikowała nam, że „Magda już zdrowa”.”

„Po badaniach lekarze zawołali mnie do gabinetu i oznajmili, że mąż ma bardzo złośliwego guza w okolicach otrzewnej. Zakomunikowali jednocześnie, że operacji w tym miejscu robić nie można, a leczenie farmakologiczne nic nie da. W tej sytuacji polecili mi zabrać męża do domu, nie dając żadnych leków, bo – jak podkreślili – ma przed sobą tylko miesiąc życia. Przywiozłam więc męża do domu i zrozpaczona pojechałam do Wąwolnicy. Po Mszy świętej odprawionej przed cudowną figurą Matki Bożej Kębelskiej mój skazany na rychłą śmierć mąż bardzo szybko wracał do zdrowia, i to nie biorąc żadnych leków. Przeprowadzone wszechstronne badania wykazały, że po guzie nie ma żadnego śladu.”

„Lekarze w klinice lubelskiej stwierdzili u trzynastoletniej Ewy bardzo zaawansowane stadium białaczki i wyrazili opinię, że dziewczynka ma minimalne szanse na wyleczenie. Jako że w przeszłości często przyjeżdżałam na nabożeństwa różańcowe do kaplicy Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy, uznałam, że w tej beznadziejnej sytuacji tylko od Niej możemy oczekiwać pomocy. Po Mszy świętej i modlitwie przed cudowną figurą, ku zdumieniu lekarzy, stan zdrowia Ewy zaczął błyskawicznie się poprawiać.”

„Kilkanaście tygodni temu moja pięcioletnia córka Małgosia leżała w klinice w Lublinie, chora na białaczkę. Lekarze powiedzieli mi, że jest bardzo źle i że Małgosia umrze. Wstrząśnięta tą wiadomością, przyjechałam do Wąwolnicy i poprosiłam o odprawienie Mszy świętej w intencji Małgosi. Jaka wielka była moja radość, gdy od tego dnia dzięki wstawiennictwu Matki Bożej Kębelskiej moja córeczka bardzo szybko zaczęła powracać do pełnego zdrowia.”

„Ponad dwadzieścia lat chorowałam na dyskopatię (…). Siedząc, musiałam podpierać się rękami, bo z bólu odejmowało mi nogi. W ostatnią sobotę miesiąca, 25 sierpnia 2007 r., udałam się do Wąwolnicy, gdzie uczestniczyłam w nabożeństwie o uzdrowienie. W czasie modlitwy odczułam przeszywający zimny dreszcz od czubka głowy po pięty. Siedząc, jakbym była sparaliżowana, w pewnym momencie poczułam silne gorąco przesuwające się od kości ogonowej w górę kręgosłupa. Mój kręgosłup jakby ktoś rozciągnął i bezboleśnie ustawił kręgi. Z niedowierzaniem stwierdziłam, że ból kręgosłupa nagle zniknął. Wstawałam i siadałam, by się upewnić, że nic mnie nie boli.”

„Wylewy podskórne powiększały się, wywołując ciemne plamy. Mogłam już tylko leżeć nieruchomo w oczekiwaniu na śmierć. Przy moim łóżku cały czas czuwali ojciec i mama, bo lekarze mówili, że zgon może nastąpić w każdej chwili. W pewnym momencie powiedziałam do nich – „mamo, ja mam 21 lat i umieram”. Wtedy mama odpowiedziała: „Wytrzymaj do godz. 18, bo w Wąwolnicy w tym czasie rozpoczyna się nabożeństwo i Msza święta”. (…) Dokładnie o godz. 18 moja twarz się zaróżowiła, a o 20.30 sama podniosłam się na łóżku i usiadłam. (…) Kilka tygodni później badania wykazały, że w moim organizmie nie ma komórek rakowych.”

„Moi znajomi przez długie lata od zawarcia małżeństwa nie mogli doczekać się potomstwa, którego bardzo pragnęli. Przejęta ich smutkiem, w 1985 r. przyjechałam z pielgrzymką autokarową do Matki Bożej w Wąwolnicy, gdzie bardzo modliłam się o łaskę macierzyństwa dla moich znajomych. (…) kilkanaście miesięcy później dowiedziałam się, że (…) po dwunastu latach od ślubu, urodziła się tym małżonkom córka.”

„Moja córka Ewa (…) po dwóch poronieniach usłyszała od lekarzy, że nie będzie mogła być mamą. Był to dla niej bolesny cios, ponieważ córka zawsze pragnęła mieć dzieci. (…) przyjechałam do Wąwolnicy, aby u Matki Bożej wyprosić łaskę macierzyństwa dla Ewy. Moja modlitwa została wysłuchana, bo Ewa urodziła dwoje zdrowych dzieci.”

„Po ślubie przez wiele lat nie mogliśmy doczekać się narodzin potomstwa. Pokładając ufność już tylko w Panu Bogu, w grudniu 2004 r. przyjechaliśmy do Wąwolnicy, aby za wstawiennictwem Matki Bożej prosić Boga o dar rodzicielstwa dla nas obojga. (…) Szczęścia bycia rodzicami dostąpiliśmy półtora roku później, kiedy urodził się nam syn Jakub.”

Źródło: Ks. inf. Jan Pęzioł: „Ja tu jestem” – Cudowne dowody miłości Matki Bożej w świadectwach wiernych

Ks. inf. Jan Pęzioł: „Ja tu jestem” – Cudowne dowody miłości Matki Bożej w świadectwach wiernych

XII.4. O sądzie ostatecznym

4. Często sobie wyobrażaj we wnętrzu swej duszy, że już teraz widzisz przerażające znaki na słońcu, księżycu i wśród gwiazd. Przeżywając wielkie trzęsienia ziemi, na której mieszkasz, trwoży cię ryk fal wzburzonego morza, słyszysz głos ostatecznej trąby.

Wtedy trwający jeszcze w tobie stary człowiek, który usycha z trwogi w oczekiwaniu nadchodzącego dla ciebie sądu, na pewno nic odważy się już z taką mocą pożądać wbrew dobru ducha.

Na pewno wtedy nie powiesz: dobrze jest przebywać na tym świecie, uczyńmy tu sobie najprzyjemniejsze mieszkanie. Uświadomisz bowiem sobie, że ten świat nie jest mieszkaniem, które będzie trwało wiecznie.

Na pewno nie uznasz za prawdziwe dobra nawet wszystkich królestw świata oraz ich cliwały, kiedy pomyślisz, że idą one na zatracenie.

Na pewno nie zapanuje nad tobą żądza zaszczytów, kiedy rozważysz ów dzień, w którym każdy człowiek zostanie upokorzony.

Na pewno nie będziesz pragnął gromadzić skarbów na ziemi, kiedy zastanowisz się nad tym, że wszystkie bogactwa w jednym momencie, w mgnieniu oka, utracą swą wartość.

Na pewno nie będziesz folgował ciału, kiedy uzmysłowisz sobie, że ciało któremu teraz tak bardzo dogadzasz, w dniu sądu stanie się twoim największym wrogiem.

Bacz na ów koniec, synu, a wszystkie rzeczy ziemskie uznasz za śmieci i będziesz dbał jedynie o zdobycie nieba.

Bacz na ów koniec, a powiesz: Tak, Panie, poznałem, że wszystko jest marnością, oprócz lego by Ciebie miłować. Tobie służyć, uświęcać siebie i drugich.

Błogosławiony będzie jedynie ten, kogo w owej godzinie znajdziesz tak czyniącego.

Źródło: XII.4. O sądzie ostatecznym

XII.4. O sądzie ostatecznym

Śmierć nie istnieje

Śmierć nie istnieje – kardiolog opisuje przypadki śmierci klinicznej – życie po życiu

Spotkania kardiologa z niewytłumaczalnym i dowody na życie po życiu. W swojej książce opisał ponad 20 historii, które potwierdziły jego wiarę w Boga. Dostarcza dowody na istnienie życia po życiu, i że śmierci wcale nie powinniśmy się obawiać. A wszystko to w oparciu o swoją lekarską praktykę – ponad 30-letni staż i prywatne przeżycia m.in. śmierć syna.

Autor: Chauncey Crandall

Tłumaczenie: Grażyna Waluga

„Dopóki na twoim elektrokardiogramie nie ma linii prostej, nie nadszedł jeszcze twój kres.”

Kres? A może to dopiero początek Twojego życia? Autor, amerykański kardiolog, walczył o życie swoich pacjentów w bogatych klinikach Stanów Zjednoczonych i zapuszczonych chatach Trzeciego Świata.

Wysłuchał relacji osób, które wróciły „znad krawędzi”, ale spotkał też tych, którzy znaleźli się już daleko poza krawędzią. Wskrzeszonych. Wielokrotnie był świadkiem, kiedy dusza przechodzi z naszego świata do następnego.

Książka nie jest kolejnym tomem bestsellera “Życie po życiu”. Autor nie przygląda się zjawiskom oczami beznamiętnego naukowca. Uczestnictwo w misterium przejścia do nowego świata, zmieniło go do głębi i wzbogaciło wewnętrznie. Opatrzność doświadczyła go mocno – stracił ukochanego syna.

Do lekarskiej pomocy pacjentom zaczął dokładać posługę duchową, pomagając wrócić tym, którym pozwolono i przejść na drugą stronę tym, których wezwano.

Lekarska praktyka dostarcza mu stale dowodów na istnienie Królestwa Niebieskiego. Autor namawia nas do walki o życie – jeszcze za życia.
Posłuchaj audycji o książce:

http://www.radiownet.pl/#/publikacje/smierc-nie-istnieje

Śmierć nie istnieje

O walce duchowej

Walka duchowa trwa cały czas. W każdej sekundzie dobro 1000 krotnie wygrywa, choć czasem poddajemy się pokusie. Tak Bóg już swoją bitwę o nas stoczył teraz czeka na naszą odpowiedź. W przyjściu Jezusa na ziemię pokazał, że ukochał nas bezgranicznie i gotowy jest pokazać swoją miłość do końca.

Każdego dnia dobry Bóg daje nam dar czasu. Czas w którym wybieramy czy służymy Bogu czy sobie. Zły duch o nas nie zapomniał, nienawidzi nas bo jesteśmy ukochani przez Boga i jego Syn przygotował nam wejście do nieba. Tam gdzie Szatan i jemu podlegli zepsuci aniołowie już nie mają miejsca.

Diabeł nie może mścić się na Bogu więc mści się na jego dzieciach czyli na nas. Kusi i dokucza nam jak może abyśmy tylko zeszli ze ścieżki uwielbienia Boga. Byśmy przestali wierzyć w jego dobro, w jego miłość, w jego zbawienie. Byśmy ostatecznie zaczęli żyć tylko dla siebie.

Trwa zatem walka sił zła i dobra o to co wybierzemy. I to nie jest taka sobie walka, to walka na śmierć i życie i to nasze życie! Demony mają setki strategi do tego abyśmy w ostatecznym rozrachunku w chwili spotkania z Bogiem tak wstydzili się naszych grzechów abyśmy nie chcieli mu ich pokazać i uciekli przed tym sądem.

Ucieczka przed Bogiem to zawsze piekło, bo nie ma innej drogi ani miejsca. Tak samo w wieczności uciekając przed Bogiem trafimy do piekła i tu na ziemi zostawiając Boga współtworzymy piekło na ziemi. Niestety grzesząc niszczymy innych i siebie zatem zadajemy ból i niszczymy dobro.

Jest jednak nadzieja. Możemy zawsze wrócić pod sztandar Boga i prosić w konfesjonale Jezusa Chrystusa aby nas obmył swoją krwią wylaną na krzyżu. On tego dokona! Bo jego miłość nie zna granic dla nas i kiedy żałujemy zła w naszym życiu On nam zawsze przebaczy. Choćby cały świat się walił jego miłość będzie przy nas.

 

 

O walce duchowej