Ks. inf. Jan Pęzioł: „Ja tu jestem” – Cudowne dowody miłości Matki Bożej w świadectwach wiernych

Słynąca łaskami figura Matki Bożej Kębelskiej przez wieki przyciągała do sanktuarium w Kęble i Wąwolnicy tysiące pielgrzymów. W okresie po II wojnie światowej ówczesny biskup lubelski Stefan Wyszyński zainspirował wieloletniego proboszcza wąwolnickiego ks. Józefa Gorajka do rozpoczęcia starań o koronację figury koronami papieskimi. Uwieńczeniem tych starań była uroczysta koronacja, której 10 września 1978 roku dokonał biskup lubelski Bolesław Pylak w obecności ponad stutysięcznej rzeszy pielgrzymów.

To miejsce jest niezwykłe. Przyjeżdżał tu niegdyś na odpoczynek nieżyjący już o. Teofil Krauze, paulin. Przez długie lata był kustoszem bazyliki na Jasnej Górze, a potem został też przeorem. Do mnie przyjeżdżał już jako emeryt. Kiedyś powiedział mi tak: według mnie nigdzie w Polsce, w żadnym sanktuarium nie ma tylu łask co tutaj. Naprawdę Matka Boża to miejsce wybrała.

Wypełniając testament, który Pan Jezus zostawił Jej z krzyża – oto syn Twój, oto dzieci Twoje – Matka Boża chodzi między nami. Kto ma tyle łaski, aby się swoją wiarą otworzyć na Jej obecność, do tego Matka Boża przychodzi i pomaga mu w różny sposób – uzdrawiając, rozwiązując problemy życiowe, wyciągając z jakiegoś nałogu i w wielu, wielu innych sytuacjach. Może to czynić, ponieważ Pan Bóg tak Jej zaufał, że się podzielił z Nią swoimi boskimi atrybutami – wszechmocy, wszechwiedzy i wszechobecności.

Matka Boża potrafi dotknąć nas swoim czułym spojrzeniem w najmniej spodziewanym momencie i w najmniej oczekiwany sposób. Czasami, aby wniknąć do naszych serc, może wykorzystać zwykłą ludzką ciekawość, czasami trudne doświadczenie życiowe, odblokowujące nasze dusze na Jej matczyną miłość, a czasami potrafi pociągnąć nas ku Chrystusowi, wykorzystując nawet naszą złość czy wręcz gniew. Zdarza się, że podobne sytuacje są wielkim wyzwaniem i próbą dla nas kapłanów. Często, kierowani najlepszymi chęciami, możemy przeoczyć coś niezwykle istotnego, przyczyniając się niemalże do unicestwienia Bożego działania.

Pan Bóg nie czyni cudów po to, żeby się popisać, wywołać sensację czy też uszczęśliwić na kilka lat człowieka uzdrowionego, lecz po to, żeby nasza wiara rosła.

Niestety, w takim człowieku, który dozna cudownego działania Boga, może pojawić się refleksja, że to była jakaś nagroda, na przykład za to, że ów człowiek tak się pięknie modlił. Właśnie w tym momencie diabeł próbuje zastawiać na człowieka pułapkę. Diabeł jest doskonałym psychologiem i wie, w którą stronę zadmuchać, bo diabeł ma tylko jedną broń do walki z nami – innej mu Pan Bóg nie dał. Jest to kłamstwo.

Matka Boża może wszystko, dlatego w jednym momencie może „załatwić” każdą naszą sprawę, chociaż sposobu, w jaki to czyni, nasz rozum nie jest w stanie ogarnąć. Zdawałoby się, że przychodzimy czasami ze sprawą całkowicie doczesną, nie mającą nic wspólnego z wielkimi duchowymi sprawami. Wystarczy jednak, że przyjdzie tu matka, ojciec, żona, mąż czy dziecko, uklęknie i z wiarą poprosi i niemal w tym samym momencie otrzymują.

Mając na względzie wielką liczbę łask, jakie od Matki Bożej otrzymują w Wąwolnicy Jej czciciele, rzuca się w oczy nie tylko ich liczba, ale też uderza nas szybkość, z jaką działa Matka Boża, i Jej skuteczność. Chorzy na śmiertelne choroby w jednej chwili odzyskują zdrowie, szukający ocalenia stają się niewidoczni dla oprawców, zuchwali bezbożnicy w jednej chwili kruszą swoje serca, zaś niemający nadziei na potomstwo otrzymują je wbrew bezradnej medycynie.

Świadectwa:
„Do dziś nie wiem, jak się zdobyłam na tę ucieczkę. Wiem natomiast z całą pewnością, że nie był to szczęśliwy zbieg okoliczności ani dobra wola gestapowców. Była to niewątpliwie łaska Boża. Gdy byłyśmy przy samochodzie, otoczone gestapowcami z psami, żaden z nich nie zauważył naszej ucieczki i żaden pies nie ruszył w pościg za nami. Jestem przekonana, że stało się to za przyczyną Matki Bożej Kębelskiej, która w jakiś sposób uczyniła nas dla nich niewidzialnymi. Ją czciłam, do Niej się modliłam, Ją o pomoc błagałam, a Ona moją prośbę wysłuchała.”

„Gdy mąż pracował w Libii, co miesiąc jeździłam więc do Wąwolnicy na czuwania fatimskie i modliłam się o opiekę Matki Bożej nad nim. Pewnego dnia otrzymałam wiadomość, że na pracującego w Libii męża upadła kilkutonowa stalowa szafa. Koledzy męża, którzy byli świadkami tego zdarzenia, sądzili, że znajdą go pod szafą zmiażdżonego, jak to określili, „na deseczkę”. Tymczasem gdy podniesiono szafę, mój mąż – ku zdumieniu wszystkich – wstał zupełnie zdrowy. Okazało się, że w spadającej na niego szafie jakimś cudem otworzyły się drzwi i ta pusta przestrzeń po prostu go nakryła, i to tak, że żadnym elementem szafy nie został nawet uderzony. Jestem pewna, że ocalenie swoje mąż zawdzięcza wstawiennictwu Matki Bożej Kębelskiej.”

„Zaangażowałam się bardzo głęboko w okultyzm. Doszło do tego, że potrafiłam uzdrawiać na odległość, ale nie trwało to długo. Jednak ceną za te zdolności było to, że powoli, wręcz niepostrzeżenie oddaliłam się od Boga i Kościoła. Straciłam pokój serca i radość życia. Na dodatek zarówno u mnie, jak i w rodzinie pojawiły się niekończące się choroby. Jakby tego było mało, mąż popadł w alkoholizm. Krótko mówiąc, dotychczasowe moje życie zaczęło się rozsypywać. W tej tragicznej sytuacji życiowej uratowała mnie Matka Boża Kębelska.”

„W 1978 r., będąc w stanie błogosławionym, dowiedziałam się, że mam bardzo wysokie ciśnienie. Lekarze ocenili, że ciąża stanowi poważne zagrożenie dla mnie i dla dziecka, dlatego naciskali, aby ją usunąć. Nie zgodziłam się na zabicie mojego dziecka. Całą sprawę powierzyłam Panu Bogu, pokładając ufność w modlitwie. Niestety, dalszy bieg wypadków wydawał się potwierdzać trafność diagnozy lekarzy. Dziecko urodziło się z komplikacjami i zaraz po narodzinach ciężko zachorowało. W pewnym momencie było już umierające (…). Z okazji uroczystości koronacji cudownej figury Matki Bożej Kębelskiej 10 września 1978 r. mąż z synem poszli na pielgrzymkę do Wąwolnicy, gdzie modlili się o zdrowie dziecka. I stała się rzecz niezwykła. W dniu koronacji, około godziny dwunastej, ku ogromnemu zdziwieniu lekarzy dziecko oprzytomniało, a tydzień później było już w domu.”

„Sytuacja pogarszała się z każdym dniem, aż w sobotę 27 listopada 1982 r. lekarz oświadczył nam, że nasze dziecko musi umrzeć, ponieważ z tego względu, że guz jest w środku mózgu, nie można jej operować, a w dodatku pojawiły się przerzuty na płuca. Wróciwszy do domu, jeszcze tego samego dnia opowiedziałem rodzinie o beznadziejnym stanie córki. Wtedy ktoś z obecnych zaproponował, bym pojechał do Wąwolnicy i prosił Matkę Bożą Kębelską o uzdrowienie Magdy. (…) w pierwszą niedzielę adwentu, razem z moją mamą, teściem i bratem żony weszliśmy do kaplicy Matki Bożej, gdzie modliliśmy się kilkadziesiąt minut przed cudowną figurką. (…) wracając z Wąwolnicy, postanowiliśmy zajechać do kliniki. Spodziewaliśmy się zastać tam w najlepszym razie nieprzytomną Magdę, ale liczyliśmy się również z jej śmiercią. Jakież było nasze zdziwienie, gdy zamiast tego na korytarzu zastaliśmy uśmiechniętą żonę, która z radością zakomunikowała nam, że „Magda już zdrowa”.”

„Po badaniach lekarze zawołali mnie do gabinetu i oznajmili, że mąż ma bardzo złośliwego guza w okolicach otrzewnej. Zakomunikowali jednocześnie, że operacji w tym miejscu robić nie można, a leczenie farmakologiczne nic nie da. W tej sytuacji polecili mi zabrać męża do domu, nie dając żadnych leków, bo – jak podkreślili – ma przed sobą tylko miesiąc życia. Przywiozłam więc męża do domu i zrozpaczona pojechałam do Wąwolnicy. Po Mszy świętej odprawionej przed cudowną figurą Matki Bożej Kębelskiej mój skazany na rychłą śmierć mąż bardzo szybko wracał do zdrowia, i to nie biorąc żadnych leków. Przeprowadzone wszechstronne badania wykazały, że po guzie nie ma żadnego śladu.”

„Lekarze w klinice lubelskiej stwierdzili u trzynastoletniej Ewy bardzo zaawansowane stadium białaczki i wyrazili opinię, że dziewczynka ma minimalne szanse na wyleczenie. Jako że w przeszłości często przyjeżdżałam na nabożeństwa różańcowe do kaplicy Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy, uznałam, że w tej beznadziejnej sytuacji tylko od Niej możemy oczekiwać pomocy. Po Mszy świętej i modlitwie przed cudowną figurą, ku zdumieniu lekarzy, stan zdrowia Ewy zaczął błyskawicznie się poprawiać.”

„Kilkanaście tygodni temu moja pięcioletnia córka Małgosia leżała w klinice w Lublinie, chora na białaczkę. Lekarze powiedzieli mi, że jest bardzo źle i że Małgosia umrze. Wstrząśnięta tą wiadomością, przyjechałam do Wąwolnicy i poprosiłam o odprawienie Mszy świętej w intencji Małgosi. Jaka wielka była moja radość, gdy od tego dnia dzięki wstawiennictwu Matki Bożej Kębelskiej moja córeczka bardzo szybko zaczęła powracać do pełnego zdrowia.”

„Ponad dwadzieścia lat chorowałam na dyskopatię (…). Siedząc, musiałam podpierać się rękami, bo z bólu odejmowało mi nogi. W ostatnią sobotę miesiąca, 25 sierpnia 2007 r., udałam się do Wąwolnicy, gdzie uczestniczyłam w nabożeństwie o uzdrowienie. W czasie modlitwy odczułam przeszywający zimny dreszcz od czubka głowy po pięty. Siedząc, jakbym była sparaliżowana, w pewnym momencie poczułam silne gorąco przesuwające się od kości ogonowej w górę kręgosłupa. Mój kręgosłup jakby ktoś rozciągnął i bezboleśnie ustawił kręgi. Z niedowierzaniem stwierdziłam, że ból kręgosłupa nagle zniknął. Wstawałam i siadałam, by się upewnić, że nic mnie nie boli.”

„Wylewy podskórne powiększały się, wywołując ciemne plamy. Mogłam już tylko leżeć nieruchomo w oczekiwaniu na śmierć. Przy moim łóżku cały czas czuwali ojciec i mama, bo lekarze mówili, że zgon może nastąpić w każdej chwili. W pewnym momencie powiedziałam do nich – „mamo, ja mam 21 lat i umieram”. Wtedy mama odpowiedziała: „Wytrzymaj do godz. 18, bo w Wąwolnicy w tym czasie rozpoczyna się nabożeństwo i Msza święta”. (…) Dokładnie o godz. 18 moja twarz się zaróżowiła, a o 20.30 sama podniosłam się na łóżku i usiadłam. (…) Kilka tygodni później badania wykazały, że w moim organizmie nie ma komórek rakowych.”

„Moi znajomi przez długie lata od zawarcia małżeństwa nie mogli doczekać się potomstwa, którego bardzo pragnęli. Przejęta ich smutkiem, w 1985 r. przyjechałam z pielgrzymką autokarową do Matki Bożej w Wąwolnicy, gdzie bardzo modliłam się o łaskę macierzyństwa dla moich znajomych. (…) kilkanaście miesięcy później dowiedziałam się, że (…) po dwunastu latach od ślubu, urodziła się tym małżonkom córka.”

„Moja córka Ewa (…) po dwóch poronieniach usłyszała od lekarzy, że nie będzie mogła być mamą. Był to dla niej bolesny cios, ponieważ córka zawsze pragnęła mieć dzieci. (…) przyjechałam do Wąwolnicy, aby u Matki Bożej wyprosić łaskę macierzyństwa dla Ewy. Moja modlitwa została wysłuchana, bo Ewa urodziła dwoje zdrowych dzieci.”

„Po ślubie przez wiele lat nie mogliśmy doczekać się narodzin potomstwa. Pokładając ufność już tylko w Panu Bogu, w grudniu 2004 r. przyjechaliśmy do Wąwolnicy, aby za wstawiennictwem Matki Bożej prosić Boga o dar rodzicielstwa dla nas obojga. (…) Szczęścia bycia rodzicami dostąpiliśmy półtora roku później, kiedy urodził się nam syn Jakub.”

Źródło: Ks. inf. Jan Pęzioł: „Ja tu jestem” – Cudowne dowody miłości Matki Bożej w świadectwach wiernych

Advertisements
Ks. inf. Jan Pęzioł: „Ja tu jestem” – Cudowne dowody miłości Matki Bożej w świadectwach wiernych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s