Jeżeli o naszej wartości stanowi tylko to, co możemy zrobić, to łatwo dojść do wniosku, że ludzie nieproduktywni są bezwartościowi

Przez 36 lat żyłam w przekonaniu, że o mojej wartości świadczą studia, aktywność zawodowa i to, że trzy razy do roku wyjeżdżam w daleką podróż. A kompletnie nie umiałam być ze sobą.

Z Magdaleną i Krzysztofem Kameckimi rozmawia Marta Dzbeńska-Karpińska

 

Jak się poznaliście?

duza-1KRZYSZTOF: To jest bardzo prosta historia. Poznaliśmy się na imieninach wspólnego znajomego. Zatańczyliśmy, wypiliśmy piwo, a kiedy impreza się skończyła, okazało się, że Magdalena nie ma pieniędzy na taksówkę. Pożyczyłem jej i wziąłem numer telefonu, żeby się umówić na oddanie. Poszliśmy razem na wernisaż i… dobrze nam się rozmawiało.

 

Chcieliście być razem. A co na to rodzice?

MAGDA: Dla moich rodziców ciągle jestem ich chorym dzieckiem. Bardzo ważne było dla nich moje wykształcenie i praca. Stawiali mi takie same wymagania jak mojej zdrowej siostrze. Natomiast w ogóle nie brali pod uwagę tego, że mogę założyć rodzinę. Ale moja postawa buntownika pomogła mi przetrwać. Krzysztof poznał mnie jako dynamiczną, niezależną, wykształconą, pracującą kobietę, która kompletnie nie brała pod uwagę, że jej niepełnosprawność może być problemem, ale przecież moją chorobę widać na pierwszy rzut oka! Wpadłam przez to w pułapkę, bo stawiałam sobie poprzeczkę na tym samym poziomie co wszyscy i robiłam rzeczy na granicy ryzyka. Im wyższe stawiałam sobie wymagania, tym wyżej rosło moje poczucie wartości zaniżone przez niepełnosprawność. Wiem o tym teraz, bo przecież jeżeli o naszej wartości stanowi tylko to, co możemy zrobić, to łatwo dojść do wniosku, że ludzie nieproduktywni są bezwartościowi.

K: Słuchałem swojego rozumu i serca, byłem zakochany! Gdyby rodzice mieli coś przeciwko, tobym tego nie usłyszał, ale na całe szczęście nie mieli.

 

Na czym polega Twoja choroba?

M: Mam skoliozę wczesnodziecięcą IV stopnia. Mocno skrzywiony i zrotowany kręgosłup, przemieszczone i mniejsze narządy wewnętrzne niż przeciętna dorosła kobieta. Kiedy 9 lat temu zdecydowaliśmy się być razem, to nie zastanawialiśmy się nad tym, co będzie, gdy mój stan zdrowia się pogorszy, a przed tym nie da się uciec. W ciągu ostatnich 3 lat pojawiły się ograniczenia fizyczne i ból. W tej chwili szykuję się do operacji kręgosłupa i chłopcy będą musieli przez jakiś czas radzić sobie sami.

 

Co Ci grozi, Magdo?

M: Zaczynam mieć problemy z wydolnością oddechową. Duże skrzywienie kręgosłupa usztywnionego operacją w dzieciństwie powoduje ograniczenia mechaniczne pracy klatki piersiowej, a co za tym idzie – oddychania. Postępuje proces zmniejszania się pojemności płuc. Teraz to 37%. Jeżeli tak to zostawimy, to za parę lat mogę mieć w domu koncentrator tlenowy i moje życie ograniczy się do funkcjonowania w czterech ścianach z koniecznością dotleniania. To mój największy lęk, bo całe życie byłam bardzo aktywna.

 

Jak sobie radzisz?

M: Przez 36 lat żyłam w przekonaniu, że o mojej wartości świadczą studia, aktywność zawodowa i to, że trzy razy do roku wyjeżdżam w daleką podróż. A kompletnie nie umiałam być ze sobą.

K: Tu jest różnica między nami. Magda kocha siebie za to, co robi, a ja kocham Magdę za to, kim jest. Niezależnie od tego, co osiągnie lub co się jej nie uda, i tak będę ją kochał.

M: Cały czas uczę się, że można kochać bezinteresownie. Choroba zmusza mnie do przewartościowania świata. Dziś nie chciałabym, żeby pewne rzeczy, które wydarzyły się w moim życiu, miały miejsce: zapracowywanie się na śmierć połączone ze studiami i wożeniem dziecka między jednymi dziadkami a drugimi tylko po to, by udowodnić sobie i światu, że coś potrafię. Ma to związek z eugenicznym myśleniem i ocenianiem, jacy ludzie powinni żyć, a jacy nie. Chciałam udowodnić światu, że chociaż jestem różna od innych, nie żyję na koszt społeczeństwa. Jestem wartościowa i mam prawo być traktowana jak wszyscy inni. To się zmieniło. Mój ojciec chrzestny powiedział mi kiedyś, że przecież życie jest wartościowe nawet wtedy, kiedy ktoś się urodził, aby żyć 5 minut.

 

Nie bałaś się porodu?

M: Kiedy zaszłam w ciążę, cała moja rodzina stanęła okoniem, gdyż wydarzyła się rzecz, której kompletnie nie brali pod uwagę. Część była przekonana, że ja umrę, inni, że Ignacy nie ma szans urodzić się zdrowy. To była jedna wielka niewiadoma w rodzinie wierzących ludzi. Zwątpili. Byli przerażeni. Ale ja też. Pamiętam, jak siedziałam w kościele u dominikanów na Służewie i powiedziałam Bogu: „Panie Boże, jak ja wyjdę z tego cało, to Ci obiecuję, że wracam do Ciebie”.

 

Skąd wziął się Twój bunt przeciw Panu Bogu?

M: Moja ciocia powiedziała mi, że choroba w rodzinie to kara za grzechy rodziców. Pomyślałam: „Skoro jestem karą, to ja wam teraz pokażę, co potrafię”. Na jakieś 10 lat wyleciałam z towarzystwa rodzinnego, katolickiego. Na pewno Ignacy jest punktem wyjścia do mojego nawrócenia.

Jak się czułaś w ciąży?

M: To był jedyny w moim życiu czas, kiedy to, co się działo, było poza wszelką moją kontrolą. Nie mogłam nic przewidzieć, nic ulepszyć. Czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Czułam się bardzo bezpieczna i nic złego się nie stało.

Ignacy przyszedł na świat 6 lat temu…

M: Przez 6 lat wracaliśmy do Pana Boga. Mam dziś inną perspektywę. Teraz zamieniłabym swoje aktywności w pracy i na studiach na to, co najcenniejsze – na rodzeństwo dla niego. Przez te 6 lat przestałam być osobą nastawioną na udowadnianie wszystkim, że jestem silna, niezależna, sama potrafię się utrzymać. Moje problemy zdrowotne nas przeorały. Miesiąc temu usłyszałam od jednej z koleżanek z pracy coś, co jest dla mnie hitem, niesamowitym przebłyskiem: „Choroba, którą masz, może być łaską dla waszego małżeństwa, bo zmusza Krzyśka i ciebie do współpracy”. I tak jest. Pogorszenie mojego stanu zdrowia spowodowało, że znaleźliśmy się w takiej sytuacji, że albo będziemy razem współpracować i rodzina będzie funkcjonować, albo nie będziemy współpracować i rodziny nie będzie. Wybór należy do nas. Teraz Krzysiek więcej pomaga. Wychodzi z pracy punktualnie o 16.30, bo wie, że ja na niego czekam, gdyż sama wróciłam z pracy i jestem już zmęczona. Przejmuje dom, pomaga mi przy ćwiczeniach rehabilitacyjnych.

Niedawno zdecydowaliście się na ślub kościelny. Dlaczego?

K: Ja od początku naciskałem na ślub kościelny, tylko że Magda powiedziała: „nie”.

M: Nie mogłam wziąć ślubu kościelnego, skoro przez tyle lat byłam kompletnie antykościelna. Powrót do Boga trwał powoli. Mieliśmy zamknięte drzwi do sakramentów. Przez ostatnie 3 lata było to bardzo dotkliwe. Ale warto było poczekać.

Warto było czekać 9 lat???

M: Warto!

K: Nie warto, bo zablokowaliśmy się na działanie i podpowiedzi Ducha Świętego, a otworzyliśmy na pokusy. Magda zawsze miała świadomość, że może mnie spakować i się rozwieść, choć zawarliśmy związek cywilny.

M: Rzeczywiście miałam takie tendencje. Kiedy 3 lata temu zaprzyjaźniliśmy się ze wspólnotą Chemin Neuf (Nowa Droga), zrozumiałam, że małżeństwo jest naszym przymierzem z Bogiem i drogą do świętości.

K: O tym, że małżeństwo jest drogą do świętości, mówiłem Magdzie od początku, ale jeżeli ona czegoś nie doświadczy, to nie zmieni zdania.

M: Szukałam osób, które mają osobistą relację z Bogiem, i znalazłam je. Bycie wśród innych dobrych małżeństw dało mi nadzieję, że to jest do osiągnięcia, że można być z kimś do końca. Z kimś kompletnie różnym. We wspólnocie nauczyłam się stawiać na małżeństwo.

K: Wspólnota przyjęła nas, mimo że mieliśmy tylko ślub cywilny. Pracowali nad nami przez rok i w końcu udało im się przełamać moje lenistwo i Magdy lęk. Ślub wzięliśmy w tym roku – 11 lipca – podczas rekolekcji małżeńskich.

A jak Ignacy radzi sobie z niepełnosprawnością mamy?

M: Mamą byłam zawsze, choroba nigdy nie była u nas na pierwszym miejscu i robiłam to, co wszystkie mamy. Teraz choroba odebrała mi siły. Ignacy, idąc ze mną na zakupy, niesie jedną siatkę. Ciężko mu to idzie, bo jest jeszcze mały, ale obecna sytuacja tego wymaga. W polskim systemie wszystko jest na karbach rodziny. Nie dostanę z urzędu pomocy, nikt nie pomoże mi zrobić zakupów, nie zaprowadzi dziecka do przedszkola lub szkoły.

Kiedy ostatnio Ignacy powiedział: „Gdybyś miała prosty kręgosłup, to miałbym brata”, zabolało mnie mocno. Obok duchowego cierpienia przemknęła mi przez głowę myśl, że może to jest po to, żeby nauczył się, że nie można mieć wszystkiego. Świat uczy, że możemy mieć wszystko – musimy być tylko odpowiednio sprytni i operatywni. Ale nie ma w świecie tylko ludzi zdrowych, tylko ludzi młodych i tylko ludzi pracujących i realizujących siebie. To nieprawda.

Magdalena (36 l.), socjolog, urzędnik państwowy, jej pasją są podróże i ludzie. Jest jedną z bohaterek książki Marty Dzbeńskiej-Karpińskiej: „Matki: mężne czy szalone?”.

Krzysztof (36 l.), informatyk-programista, pasjonuje się grą na gitarze i śpiewem, marzy o pisaniu ikon i o motocyklu.

http://www.takrodzinie.pl/artykul/magdalena

 

 

Jeżeli o naszej wartości stanowi tylko to, co możemy zrobić, to łatwo dojść do wniosku, że ludzie nieproduktywni są bezwartościowi

Homoseksualizm a Kościół = Prawda o miłości Boga do każego człowieka

Homoseksualizm a Kościół Katolicki – Homoseksualizm a Biblia – Prawda o homoseksualizmie

Nie ma gejów lesbijek i homoseksualistów są Dzieci Boże! Nie przypinajmy łatki człowiekowi z powodu jego niezawinionych skłonności. Każdy kto chce napełnić swoje życie, usunąć z niego pustkę, rozpacz i gorycz jeśli robi to poza Bogiem zazwyczaj wpada w jakiś grzech i jakaś namiętność zaczyna nad jego życiem górować.

Dlatego Kościół Katolicki odnosi się z szacunkiem i delikatnością do osób ze skłonnościami homoseksualnymi tak samo jak do wszystkich osób z innymi skłonnościami jak do obżarstwa, pijaństwa czy pornografii. Skłonność nie jest grzechem, czyn lub marzenie o czynie już tak.

Osoby o skłonnościach do pożądania osób tej samej płci zazwyczaj przeżyły głębokie skrzywdzenie w dzieciństwie i należy im się troska i serdeczność. Tak naprawdę potrzebują naszego zainteresowania i możliwości rozmowy o swoich krzywdach i potrzeby poszukiwania szczęścia, bezpieczeństwa, miłości.

Kochani jest dla nas „Trzecia Droga”. Dobry Bóg kocha nas i przeżywa z nami nasze złe doświadczenia. Ma dla nas jedyne źródło prawdziwej miłości, która zaspokaja każde pragnące serce. Samego siebie ofiarował dla bliskości z nami.

Możecie przeżyć i doświadczyć Jego dotknięcia i poczucia pełnej akceptacji przez Niego wspaniałego Boga jeśli zaczniecie przyjmować Jego plan dla was. Wolą Boga jest aby akt seksualny był darem tylko dla małżonków gotowych uczestniczyć z Nim w akcie stwarzania.

Każde inne „użycie” naszego ciała niszczy wolę Boga, niezależnie czy to w akcie hetero czy homo – seksualnym lub masturbacji. Dlatego Bóg zachęca wszystkich bez wyjątku do czystości i życia bez traktowania swojego i innych ciała jako narzędzia do zaspokajania potrzeb seksualnych.

Gorącą zachęcam do obejrzenia poniższego filmu. Historie kilku katolików wiernych Bogu, którzy zmagają się ze swym homoseksualizmem. Większość z nich angażowała się w gejowski styl życia zanim wybrali wstrzemięźliwość.

Ich doświadczenia dają światło i wskazują drogę wsparcia osób doświadczających pociągu do tej samej płci. Przestawione przeżycia pokazują wielką radość i wolność odnalezioną w Chrystusie i Kościele. Film nosi tytuł „Trzecia droga”, bo zdecydowanie odrzuca prześladowanie osób o orientacji homoseksualnej, jak również nie pochwala propagandy gejowskiego stylu życia.

Dla Chrystusa nie ma sytuacji bez wyjścia, nie ma ludzi zbyt grzesznych, brudnych i poranionych. Dlatego osoby, które uprawiają homoseksualizm mają szansę uzdrowienia pod warunkiem, że całkowicie zaufaj ą Chrystusowi

   za adonai.pl:

     Przyczyny homoseksualizmu

Spośród wielu przyczyn powstawania tendencji homoseksualnych należy wymienić następujące:

  1. Zdarza się, że w okresie dojrzewania chłopiec jest wyśmiewany i odrzucany przez rówieśników z powodu słabej sprawności fizycznej. W wyniku czego pojawia się u niego uczucie niższości, samotności i smutku. W konsekwencji prowadzi to do braku akceptacji swojego ciała i słabego poczucia męskości. Tęsknota za byciem docenionym i akceptowanym przez rówieśników i równocześnie gniew na siebie i niechęć do własnego ciała, które uważa za mało atrakcyjne i niemęskie, może przerodzić się w silny pociąg emocjonalny do osób tej samej płci. U wielu tak poranionych duchowo młodych ludzi, pragnienia seksualne w stosunku do wysportowanych kolegów, zaczynają się pojawiać już w 6 lub 7 klasie. W miarę upływu lat może przerodzić się to w obsesyjny pociąg do silnych, dobrze wysportowanych mężczyzn. 
  2. Jedną z częstych przyczyn kształtowania się pragnień homoseksualnych jest nieufność wobec osób odmiennej płci, która rodzi się na skutek zranień zadanych przez jednego z rodziców, który swoim egocentryzmem uzależniał dziecko od siebie, był nadopiekuńczy, manipulujący, nieobecny. Brak aprobaty, ciepła, pochwały, czułości i bliskości fizycznej ze strony ojca, może spowodować u dziecka bardzo poważne zranienia, wewnętrzną pustkę, określaną jako „głód ojca”. Bywa, że młodzi ludzie zaczynają szukać pociechy w ramionach innego mężczyzny. W ten sposób może zrodzić się pociąg homoseksualny. Im wcześniej nastąpiło porzucenie przez ojca, tym prawdopodobieństwo pojawienia się pokus homoseksualnych jest większe. Zdarza się również, że ostre traktowanie przez starszych braci może przyczynić się do pojawienia się pragnień homoseksualnych.Badania dorosłych mężczyzn o skłonnościach homoseksualnych wykazują, że w powstaniu ich zaburzenia większą rolę odegrało odrzucenie przez kolegów, aniżeli niewłaściwy stosunek do ojca. U kobiet najczęstszymi zranieniami, które sprzyjają rodzeniu się zachowań homoseksualnych, jest brak miłości i akceptacji matki oraz bolesne doświadczenia z ojcem lub innymi mężczyznami.

     

  3. U niektórych ludzi homoseksualizm zrodził się z silnego buntu przeciwko kulturze judeochrześcijańskiej, rodzicom, Bogu. Ich zachowania homoseksualne są odreagowaniem gniewu i charakteryzują osoby, których jeden z rodziców był wyjątkowo surowym egocentrykiem stosującym przemoc fizyczną. Jednym z czynników skłaniającym do homoseksualizmu jest egocentryzm, oraz pragnienie nieograniczonego i bez żadnych zobowiązań doświadczania seksualnej przyjemności. 
  4. Zdarza się, że w dzieciństwie ktoś zostanie zgwałcony lub wykorzystany seksualnie przez ludzi dorosłych i na dodatek cieszących się autorytetem. Jest to ogromna krzywda wyrządzona dziecku. Efektem tego zranienia może być rzeczywiste przejęcie tendencji homoseksualnych, albo znienawidzenie siebie i błędne przekonanie, że się jest homoseksualistą. 
  5. Można nabawić się tendencji homoseksualnych własnej winy na skutek oglądania pornografii i rozwiązłego stylu życia. Homoseksualizm jest więc najczęściej niezawinionym, ale bardzo poważnym zaburzeniem psychicznym i emocjonalnym. Dlatego konieczna jest terapia.

Sposoby uzdrowienia

Osoby o skłonnościach homoseksualnych trzeba traktować ze współczującą miłością, tym bardziej, że w większości przypadków dewiacyjne skłonności nabyli nie z własnej winy, lecz na skutek oddziaływania patologicznego środowiska, które przyczyniło się do głębokich duchowych, psychicznych i emocjonalnych zranień. Całkowite uzdrowienie homoseksualizmu jest możliwe tylko mocą miłości samego Boga. Tylko ta jedyna Miłość może wyzwolić z dotkliwego smutku i samotności oraz dać poczucie pewności, że jest się kochanym zawsze i bezwarunkowo. Trzeba całą swoją uwagę skierować na miłość Chrystusa, a nie na swoje uzależnienie seksualne.

Aby przyjąć dar uzdrawiającej Miłości Boga konieczne jest, aby człowiek uzależniony od pragnień homoseksualnych, najpierw przebaczył wszystkim ludziom, którzy swoją postawą, działaniem i złym przykładem przyczynili się do powstania w nim dewiacyjnych pragnień. Po prostu trzeba swój gniew i smutek ofiarować na modlitwie Bogu i prosić o zdolność przebaczenia wszystkiego wszystkim. To całkowite przebaczenie jest koniecznym warunkiem otwarcia serca na Boży dar uzdrowienia. Przebaczenie musi być związane z intensywnym życiem modlitwy, częstym przystępowaniem do sakramentów pokuty i Eucharystii.

Osiąganie czystości jest długim i stopniowym procesem, znaczonym bolesnymi upadkami. Dlatego trzeba uzbroić się w cierpliwość. W miarę uzdrawiania duchowych i emocjonalnych ran, homoseksualne pragnienia zaczną słabnąć, aż do całkowitego zniknięcia.

Szukasz pomocy?

Grupa „Odwaga” Ośrodek Ruchu Światło – Życie Ul. Gwardii Ludowej 8 20-806 Lublin tel. +48-81-7401328, tel. kom. +48-605-921654 http://www.odwaga.oaza.org.pl

 

Homoseksualizm a Kościół = Prawda o miłości Boga do każego człowieka

Lekarz poznał że in vitro zabija dzieci i nie jest procedurą godną człowieka!

Niesamowite świadectwo nawrócenia lekarza pracującego w klinice in-vitro

Pan Jacek pracował w jednej z największych przychodni oferujących metodę in-vitro. Sądził, że to jego największy sukces w życiu. Był małym „bogiem” dającym szczęście parom pragnącym mieć dziecko. Ekonomicznie powodziło mu się dzięki temu świetnie. Pewnego dnia jednak odezwał się Pan Bóg do niego. Nastąpił nagły zwrot.

Kuzynka w 2011 roku dowiedziała się że ma chorobę nowotworową z przerzutami. Lekarze nie dawali już żadnych nadziei na przeżycie. Jacek zaczął się łapać wszystkich możliwości aby uzdrowić kuzynkę. Dowiedział się o charyzmatycznych modlitwach o uzdrowienie i rekolekcjach. Tam poznał żywego Jezusa, który zwyczajnie zaczął przemieniać jego serce.

W trakcie rekolekcji ludzie mówili dziwnymi językami i ja racjonalista trudno to przyjmowałem, ale z tyłu za mną drobna dziewczyna zawyła nagle niskim głosem. Wtedy zrozumiałem że to jest prawda i przyszedł Jezus z pokojem i ukojeniem serca. Po tych rekolekcjach zacząłem widzieć świat w innym oświetleniu.

Zacząłem dostrzegać kłamstwo i oszustwo szatana, świat wyglądał jak w programie „Truman Show”. Zacząłem zadawać sobie pytania czy to co robię jest na pewno dobre? Jezus powoli i delikatnie wyprowadzał mnie z błędów w których żyłem.

Obejrzyj całe świadectwo Jacka!:

źródło: http://www.kierunkowskaz.net/niesamowite-swiadectwo-nawrocenia-lekarza-pracujacego-w-klinice-in-vitro_a_49.html

przeczytaj także: Dlaczego metoda in vitro jest zła?

 

, 2016-01-27

Lekarz poznał że in vitro zabija dzieci i nie jest procedurą godną człowieka!

Czy Bóg istnieje ? Jest dowód na istnienie Boga!

Dowód na istnienie Boga. Nawet w laickiej Francji Bóg pokazuje że jest i działa.  Przeczytaj wzruszający opis cudów i nawróceń ateistów i muzułmanów.

O niezwykłych zdarzeniach, które dzieją się w pewnym francuskim szpitalu, z siostrą Rosalią Oleniacz

Dowód na istnienie Boga foto:   henryk przondziono /foto gosć   S. Rosalia Oleniacz ze Zgromadzenia Sióstr św. Michała Archanioła była świadkiem uzdrowienia za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki w szpitalu im. Chenevier pod Paryżem

Joanna Bątkiewicz-Brożek: Niecały rok po tym jak Siostra trafiła do pracy w szpitalu w podparyskim Créteil, zdarzyło się tam coś niezwykłego…

Siostra Rosalia Oleniacz: To miało związek z terrorystycznym atakiem na kościół w Bagdadzie w listopadzie 2010 r. W czasie Mszy św. wymordowano tam dużo ludzi. Ci, którzy przeżyli, zostali przetransportowani do Francji na leczenie. Pięcioro Irakijczyków trafiło do naszego szpitala. Była wśród nich matka księdza, którego zabito w czasie Mszy.

Opowiadała, że kiedy zamachowcy wpadli do katedry, jej syn akurat skończył czytać Ewangelię. Podniósł do góry ręce z Ewangeliarzem. Wtedy dostał śmiertelny strzał. Matka zerwała się z ławki na pomoc. Została mocno poraniona strzałami. Za nią biegł jej drugi syn, który zginął na miejscu. Inna kobieta uciekała przez okno w zakrystii.

Nie zdążyła i zamachowcy odcięli jej stopy. Ale była też kobieta, która przeżyła tylko dzięki temu, że upadli na nią ludzie. Leżała pod trupami kilka godzin. Udawała, że nie oddycha. Spotkanie z tymi ludźmi było jednym z mocniejszych zdarzeń w moim życiu…

Zetknięcie z tak prześladowanymi za wiarę…

Zetknięcie z ich wiarą. Pamiętam, jak pierwszy raz szłam do nich z Eucharystią. Jak zwykle rozłożyłam biały obrus, postawiłam światełko. Ale kiedy wyjęłam z torby krzyż, młody Irakijczyk wyciągnął ręce, wziął go i mocno przytulił ukrzyżowanego Chrystusa do serca. Pomyślałam: „Boże, czy ja mam taką wiarę? Czy po takich przeżyciach jakie miał ten Irakijczyk, któremu odcięli nogę, potrafiłabym się przyznać do Jezusa?”. Nie umiem opowiadać o tym bez emocji…

Bl.PopiełuszkoBo to jest wstrząsające…

Wie pani, oni nie mieli żadnych pretensji. Nie narzekali. Byli wdzięczni, że mogą przyjąć Jezusa. Przebaczyli swoim oprawcom. Ani słowa wygrażania czy złorzeczeń wobec zamachowców… Wielkie świadectwo wiary. Byli bardzo otwarci. I to przez nich m.in. bardzo zmienił się klimat w szpitalu. Bo oni nie kryli się z wiarą, nie krępowali się laickimi konwenansami. Mieli krzyż wystawiony przy łóżkach. A w oczach radość, że w niego wierzą. To szokowało. Na korytarzach lekarze mówili mi: „Tam niech siostra idzie, oni czekają na Komunię”.

Takie sytuacje, jak rozumiem, nie zdarzały się wcześniej?

Nie. My z duszpasterstwa katolickiego byliśmy jakby wycofani. Przyparci do muru przez francuską laïcité. Patrząc na Irakijczyków, nabrałam odwagi. Przygotowaliśmy po raz pierwszy kartki na Boże Narodzenie. Dla lekarzy, pielęgniarzy, chorych. Takie z Jezusem. Chcieliśmy, żeby każdy dostał życzenia od katolików. To wiele przełamało. Bo teraz nie ma wytykania habitu i nieprzyjemnych uwag. Słyszę za to: „Siostro, nie było was wczoraj. Macie tu być codziennie!”.

Zaraz, jak to wytykali Siostrze habit?

Normalnie. Powiedzieli: siostra tak, habit nie.

Przecież zakaz noszenia symboli religijnych w instytucjach państwowych dotyczy muzułmańskich nikabów i burek.

Był rok 2009. Zakaz wchodził w życie, był restrykcyjnie respektowany i obejmował także zakonne habity. Szpital w Créteil jest jednostką publiczną. W habitach można chodzić w klinikach prywatnych.

To jak to się stało, że jednak wpuścili Siostrę w habicie do szpitala?

Stała się rzecz dziwna. Na pierwszej rozmowie dyrektorka szpitala patrzyła w papiery i miałam wrażenie, że w ogóle mnie nie widzi. Mojego habitu tym bardziej. Nie poruszyła tego problemu w ogóle.

Boże zrządzenie.

jezus40x60bezramyNiesamowite to było! Potem niestety nie było już miło. Za każdym razem, kiedy wchodziłam na oddział, pytano, kto mnie tu wpuścił w habicie. Kiedy miałam odwiedzić jedną z bardzo chorych pacjentek, zabroniono mi. Bo tu jest państwo laickie. Wejdę, jeśli ta chora podpisze zgodę. Tylko że kobieta była półprzytomna, jak miała cokolwiek podpisać? Umierała.

Jak to się stało, że polska zakonnica pracuje w jednym z największych szpitali pod Paryżem?

Pracowałam wcześniej w Kamerunie. Ze względów zdrowotnych wróciłam z Afryki. Przełożona zapytała, czy pojadę do Francji, na zastępstwo za siostrę, która miała roczny urlop. Potem dostałam propozycję pracy za osobę świecką w szpitalu w Créteil pod Paryżem.

Siostra pełni tam rolę kapelana?

Ta funkcja nosi nazwę aumônier, czyli odpowiedzialny za duszpasterstwo szpitala. Kapłanów we Francji jest mało. Biskupi wysyłają więc zakonnice i osoby świeckie z tzw. misją duszpasterską do szpitali. W Créteil pracuje ze mną 50 wolontariuszy świeckich. Każdy przechodzi odpowiednią formację. Kilkunastu z nich codziennie odwiedza oddziały, pytając, czy ktoś życzy sobie odwiedzin osoby z duszpasterstwa katolickiego. W każdą niedzielę wolontariusze pomagają mi przewozić chorych na Msze św. w sali rehabilitacyjnej oraz ustawić ołtarz, krzesła, łóżka. Kaplica nie pomieściłaby wszystkich.

A ksiądz?

Pełni rolę tzw. accompagnateur, czyli towarzysza. Przychodzi do szpitala dwa razy w tygodniu. Odprawia Msze, udziela sakramentów. Przychodzi tylko wtedy, kiedy poproszą o to ludzie.

Czyli to Siostra codziennie chodzi z Komunią do chorych?

Tak, ale też tylko do tych, którzy o to poproszą. Nie wolno mi bez zgody pacjentów chodzić z Panem Jezusem tak jak w polskich szpitalach.

A obłożnie chorzy? Skąd Siostra wie, że akurat potrzeba namaszczenia chorych?

To wiedzą wolontariusze. Mamy ponad 700 łóżek na neurologii, psychiatrii, oddziałach odwykowych i specjalnym oddziale dla bezdomnych. Notabene trafia tam sporo Polaków z ulicy. Jest oddział geriatryczny, kardiologia, intensywna terapia, a także opieka paliatywna. I wreszcie rehabilitacja, gdzie pacjenci leżą nawet po kilka miesięcy. To z nimi nawiązujemy głębszy kontakt, przez rozmowy.

Nawracają się?

rosary1Ostatnio wszedł na drogę nawracania się muzułmanin. Trudna historia. Wcześniej próbował się rzucić z 11. piętra. Był w głębokiej depresji. Dużo z nim rozmawialiśmy. Pewnej nocy miał sen. Był w ciemnym tunelu. Na jego końcu zobaczył światło – coś na kształt świetlistego łańcucha. Chwycił się go i szedł za tym światłem. Na końcu dotarł do medalionu. Zobaczył na nim piękną kobietę. Kiedy mi to opowiedział, wyjęłam z kieszeni różaniec. „To było w moim śnie w świetle, ta sama kobieta!” – powiedział. Wskazała mu drogę wyjścia z ciemności, z tunelu, w którym tkwił.

Jedna z moich wolontariuszek przyznała, że zwykle nie wchodziła do jego pokoju. Wiedziała, że tam jest muzułmanin. Ale tego ranka, kiedy ten człowiek miał sen, gdy przechodziła obok, usłyszała, jakby Jezus mówił jej w sercu: „Wróć. Ja tu czekam”. Wróciła. „Jestem z duszpasterstwa katolickiego” – mówi. A muzułmanin na to: „Czekałem na panią! Chcę z wami iść na modlitwy”. To była niedziela. Akurat przyjechał do nas chór ze wspólnoty z Notre Dame, który ma w swoim repertuarze pieśni maryjne. Całą Mszę temu muzułmaninowi płynęły łzy. Po Mszy podszedł do mnie i zapytał, co ma zrobić, żeby przyjąć ten sam biały chleb co my.

Ochrzciliście go?

To była delikatna sytuacja. Wiadomo, że za przejście na chrześcijaństwo grozi mu śmierć. Baliśmy się. On też. Więc nawet nas nie prosił, tym bardziej że w jego sali byli muzułmanie. Ale pewnego dnia, już jakiś czas po tym, gdy opuścił szpital, wrócił. Usiadł ze mną w kaplicy. Modliliśmy się. Wyjęłam wtedy z kieszeni obrazek z Niepokalaną. Przytulił go do serca i płakał: „To ją widziałem we śnie!”. Poprosił nas o modlitwę. Dałam mu adres i powiedziałam, do kogo ma się zgłosić, żeby przygotować się do chrztu. A potem zaczął przychodzić do naszej kaplicy też inny muzułmanin. Imam.

Imam też przyszedł na Mszę?

Bo był w szoku. Wszystko przez ks. Jerzego Popiełuszkę. (śmiech)

Jak to?

Po kolei. W każdym francuskim szpitalu pracują przedstawiciele różnych religii. Jest imam – bo na oddziałach jest sporo muzułmanów, jest żydowski rabin, anglikański pastor i są katolicy. Wszyscy pracujemy w jednym biurze, na pół etatu, dostajemy pensje od państwa. Laickie państwo dba, by dostęp do religii miał każdy. By w przypadku np. śmierci żyd czy muzułmanin miał obrzęd w swoim kulcie. Imam nie odwiedza jednak oddziałów tak jak my. Trochę nawet się nudzi. I kiedy za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego w naszym szpitalu wyzdrowiał pan François, musiałam opisać jego historię dla udokumentowania jej w procesie kanonizacyjnym. Dokładny opis wydarzeń, choroby i uzdrowienia, zostawiłam na swoim biurku. I imam natknął się na te notatki. Przeczytał i od razu do mnie zadzwonił. „Siostro, kiedy wy macie te wasze Msze?! Czy mogę przyjść?” – zapytał. Był tak podekscytowany tym, że ktoś wyzdrowiał po czyjejś modlitwie. (śmiech)

Przyszedł na Mszę?

Tak, zabraliśmy go ze sobą.

Może tak Siostra w szpitalu całe zastępy muzułmanów nawrócić na Chrystusa.

Do tej pory, jak ktoś z wolontariuszy widział muzułmanina, to informował go, że w szpitalu jest imam. Ale po zdarzeniu z ks. Jerzym nabrałam odwagi, żeby proponować im rozmowę o Chrystusie. Paradoksalnie muzułmanie są dość otwarci i chętnie z nami rozmawiają. Historia z ks. Jerzym w ogóle wiele zmieniła w szpitalu, nawet we Francji. Personel zaczął nagle szukać w internecie informacji o Popiełuszce, czytać. Jedna z lekarek opowiedziała historię znajomym, a ci wpadli na pomysł, by napisać sztukę o ks. Jerzym i wystawiać ją z teatrem objazdowym we Francji. Popiełuszko był przecież też kapelanem pielęgniarek. Ten fakt poruszył ludzi w szpitalu. Po uzdrowieniu przyszła do mnie pielęgniarka, ateistka. Trzymała w ręku plik gazet i spytała, czy to prawda, co pisze „Le Parisien”, że stał się cud i że przy tym byłam.

Kolorowy „Le Parisien” pisał o ks. Popiełuszce? To cud. Co jej siostra powiedziała?

Że to prawda. Po jakimś czasie zapytałą, czy mogę ją skontaktować z jakimś księdzem, bo chce się wyspowiadać. Po 25 latach wróciła do Kościoła. I jest gorliwą parafianką oraz czcicielką bł. ks. Jerzego. To pokazuje, że tego typu zdarzenie jest ważne nie tylko dla procesu kanonizacyjnego. Pan Bóg to uczynił dla całego Kościoła i świata. Nawet to, że rozmawiamy o tym w paryskim domu wspólnoty z Kabila, która opiekuje się nawróconymi muzułmanami, nie jest przypadkiem. Bóg przez ks. Jerzego pokazuje nam drogę.

Nie wymyśliłabym tego, że przygotowując reportaż o nawróconych z islamu spotkam polską zakonnicę i będę rozmawiać z nią o ks. Popiełuszce.

Widzi pani! Czy chodzi o głoszenie Chrystusa także muzułmanom? Mamy o czym myśleć.

Cofnijmy się do roku 2012. Co tak naprawdę ks. Jerzy tu „narozrabiał”? Pan François leżał w szpitalu w Créteil…

Trafił na oddział paliatywny po 11 latach leczenia, po chemii, po przeszczepie szpiku kości. Były przerzuty i brak nadziei. Żona, Chantale, postawiła w pokoju figurkę Matki Bożej. Nie wstydzili się tego. To rzadkość we Francji! I poprosiła, żeby ktoś przychodził do męża z Komunią. François był w takim stanie, że podawałam mu często Komunię z wodą, czasem był nieprzytomny. Więc tylko się modliłam. Sugerowałam żonie, żeby się modliła za wstawiennictwem jakiegoś świętego. Ona twierdziła, że Matka Boża wystarczy. Stan był krytyczny. Chantale poprosiła mnie o adres zakładu pogrzebowego i pomoc w wyborze trumny. Powiedziałam, żeby najpierw koniecznie zawołać księdza. Miałam wewnętrzne przekonanie, że François będzie żył. Ale Chantale odparła, że gdy nadarzy się okazja, że nie ma co specjalnie wołać.

I nadarzyła się. Bo był 14 września. Dzień urodzin ks. Jerzego Popiełuszki.

I to były również urodziny naszego kapelana! Przez to też ksiądz czuł się związany z ks. Jerzym. Byli rówieśnikami. Zbliżała się godzina 15 i był piątek! François był nieprzytomny. Ksiądz udzielił mu ostatniego namaszczenia. I nagle wyciągnął z kieszeni obrazek z ks. Jerzym. Zaczął się modlić na głos. „To dzień Twoich urodzin, jeśli chcesz, to możesz coś zrobić właśnie dzisiaj!” To była mocna, zdecydowana modlitwa. Potem wyszliśmy. Obrazek został przy François.

A potem?

Sobotni ranek. Miałam dzień wolny. Przypomniałam sobie, że obiecałam przyjść z Komunią do François. Ale z drugiej strony myślałam: „Po co, on na pewno umarł”. Coś mnie jednak gnało do szpitala. Wchodzę na salę, patrzę – puste łóżko. Myślę – no tak, jest już pewnie w kostnicy. Ale słyszę też szmer lejącej się wody. I ktoś gwiżdże. Uchylam drzwi do łazienki. Oniemiałam. Od razu chwyciłam za telefon do księdza.

Jak zareagował?

Kazał mi się wyciszyć. (śmiech)

Użyła siostra słowa „cud”?

Nie pamiętam, byłam rozemocjonowana. To było silne przeżycie. Wieczorem widziałam człowieka na progu śmierci, a rano gwizdał, golił się, był ubrany.

No a ksiądz? Przyjechał pewnie od razu.

A skąd. Spokojnie podszedł do sprawy. Wiara góry przenosi. (śmiech)

A lekarze?

Pamiętam, jak zebrali się nad François z kartotekami, analizowali, dopytywali: „Kto i jakie panu dał leki?”, „Co pan zrobił?”. Nie mogli się w tym odnaleźć. Jak już się okazało, że to siły nadnaturalne, żaden z lekarzy nie wrócił powiedzieć, że się cieszy. To była dla nich porażka, coś wymknęło im się z rąk. Dlatego też miałam kłopoty ze zgromadzeniem dokumentacji medycznej. Potrzebny był certyfikat, że z medycznego punktu widzenia sprawa jest niewytłumaczalna. Odsyłano mnie od zespołu do zespołu. Nikt nie chciał wziąć do rąk dokumentacji François i jej przestudiować.

Lęk przed dowodem na istnienie Boga.

Właśnie. Ale z czasem to się zaczęło zmieniać. Nie chodzi tylko o nawrócenie. Zmieniła się atmosfera, a nawet polityka szpitala. Przedtem organizowano nam konferencje, szkolenia, np. o eutanazji. Że nie są potrzebne oddziały paliatywne, że człowiek ma prawo do umierania bez cierpienia. A po tym uzdrowieniu nigdy już nie zorganizowano takiej sesji. Za to odbyło się szkolenie o tym, jak organizować opiekę paliatywną! Jak być przy cierpiącym, jak rozmawiać z nim, kiedy prosi o eutanazję, jak go odwieść od tego – bo ludzie sami proszą o śmierć. I to też jest cud za sprawą ks. Popiełuszki. Zapanowała też cicha umowa między lekarzami a nami, z aumônerie katolickiej: otwarto nam oddziały, mamy wolny, choć nieoficjalny, bo niemożliwy w laickiej Francji, dostęp do pacjentów.

To niewytłumaczalne uzdrowienie Bóg przemyślał…

Jak wszystko. Proszę zauważyć, że cud za wstawiennictwem Jana Pawła II też miał miejsce we Francji. To są wyraźne znaki z nieba. Pan Bóg pokaże przez François też inne rzeczy – piękno rodziny, ale i jej zmagania. O tym opowiem dopiero, gdy będzie wyznaczona data kanonizacji ks. Jerzego. Teraz nie mogę. Państwo X mają w domu kapliczkę z relikwiami ks. Jerzego, są jego wielkimi czcicielami.

A wcześniej go znali?

Ani oni, ani ja. (śmiech) A na pewno nie tak! Teraz rozdaję obrazek ks. Jerzego nawet muzułmanom!

 

http://gosc.pl/doc/2879285.Dowod-na-istnienie-Boga

Czy Bóg istnieje ? Jest dowód na istnienie Boga!

„Ja Jestem” – Leszek Dokowicz

„Ja Jestem” – Leszek Dokowicz

Jesus-Light-of-WorldTajemnica to tajemnic, Jezus jest Ciągle z nami!. Możemy go spotkać przy Najświętszym Sakramencie. To Bóg prawdziwy z nami. Obiecał nam że nas nie zostawi i będzie z nami do końca świata.

Ten dokument pokazuje cuda eucharystyczne i inne doświadczenia współczesnych mistyków z żywym ciałem Pana Jezusa. Obejrzyj go aby pogłębić swoją wiarę.

„Ja Jestem” to film, który rzuca na kolana. Przed Najświętszym Sakramentem. To film przez, który mówi sam Jezus Chrystus. Gdy go obejrzysz żadna msza, żadna adoracja nigdy nie będzie już taka sama.

Człowiek staje się bardziej człowiekiem gdy zgina kolano przed Bogiem.Zawsze.
Może być politykiem, może być przemysłowcem , może być wojskowym, może rozkazywać.
Może być bardzo ważny , ale na prawdę ważny jest tylko wtedy gdy umie zgiąć kolano przed Bogiem. Wszystko inne nie ma wartości. ( Catalina Rivas)

Boliwijska mistyczka Catalina Rivas tłumaczy, że Eucharystia jest cudem, który dokonuje się za każdym razem, gdy jest ona odprawiana.

„Jej życie odmieniło się 25 marca 1994 roku, w dzień Zwiastowania Pańskiego. Podczas Mszy św., na którą przyszła w roztargnieniu, z myślami skupionymi na innych sprawach, otrzymała natchnienie Boże. W trakcie kolejnych części sprawowanej Eucharystii usłyszała głos Chrystusa i Matki Boskiej, ujrzała też światło, które przeszyło jej stopy i dłonie oraz pozostawiło krwawiące rany. Usłyszała przy tym słowa: „Raduj się z powodu daru, jakim cię obdarzyłem”. Jej oczom ukazały się zastępy aniołów i Matka Boża.
Na ciele jej pojawiły się stygmaty. Rivas przeżyła cierpienie agonii, jakiego doświadczył sam Chrystus. O prawdziwości ran zaświadczył lekarz, dr Ricardo Castanion. Jego świadectwo znacznie przyczyniło się do uznania doświadczeń Boliwijki za prawdziwe.
Autorzy podążają śladem cudów eucharystycznych, które wydarzyły się w pięciu miejscach na Ziemi, na pięciu kontynentach. Rozmawiają z ludźmi, którzy doświadczyli przemiany w życiu za sprawą głębokiego, niemal mistycznego zetknięcia z tajemnicą Eucharystii. Pokazują, jak te wydarzenia wpłynęły na ich dalsze losy, relacje rodzinne, życie osobiste i zawodowe”.

obejrzyj: http://www.kierunkowskaz.net/ja-jestem-film-leszek-dokowicz_a_40.html

 

„Ja Jestem” – Leszek Dokowicz

Eucharystia – Dlaczego mamy spożywać Jezusa? Żywy chleb – przymierze Boga z człowiekiem

Eucharystia  – Dlaczego mamy spożywać Jezusa? Żywy chleb – przymierze Boga z człowiekiem

Biblia jako droga poznania żywego Boga

Ciało i Krew Jezusa

  1. Biblia jest źródłem świadectwa kontaktu Boga z ludźmi w czasach starożytnych.
  2. Kluczem do zrozumienia Biblii jest idea przymierza. Bóg zawiera przymierze z ludźmi każdej epoki. Przez dwa tysiące lat, Bóg zapewniał swój lud, że chce, aby jego dzieci wchodziły z Nim w przymierze, dając im znak przymierza.  Pan powiedział do Noego:„Ja, Ja zawieram przymierze z wami i z waszym potomstwem, które po was będzie;  z wszelką istotą żywą, która jest z wami: z ptactwem, ze zwierzętami domowymi i polnymi, jakie są przy was, ze wszystkimi, które wyszły z arki, z wszelkim zwierzęciem na ziemi. Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię. Po czym Bóg dodał: A to jest znak przymierza, które ja zawieram z wami i każdą istotą żywą, jaka jest z wami, na wieczne czasy:  Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią. A gdy rozciągnę obłoki nad ziemią i gdy ukaże się ten łuk na obłokach, wtedy wspomnę na moje przymierze, które zawarłem z wami i z wszelką istotą żywą, z każdym człowiekiem; i nie będzie już nigdy wód potopu na zniszczenie żadnego jestestwa. Gdy zatem będzie ten łuk na obłokach, patrząc na niego, wspomnę na przymierze wieczne między mną a wszelką istotą żyjącą w każdym ciele, które jest na ziemi.” (Rdz 9 9-16)
  3. W Starym Testamencie znakiem wejścia w przymierze było obrzezanie. W Nowym Testamencie Chrystus zamienił je na chrzest.
  4. Przymierze nie jest kontraktem, polegającym jedynie na wymianie dóbr i usług, ale przymierzem polegającym na wymianie osób, tak by utworzyć między nimi świętą wieź rodzinną. Pokrewieństwo jest konsekwencją przymierza. W Starym Testamencie Bóg stawał się Ojcem dla Izraela (przyjmuje go za swoją rodzinę). W tym kontekście przymierze zawarte przez Jezusa nie jest tylko kontraktem (ułaskawieniem jak głosi Luter i Kalwin) ale przyjęciem nas jako Dzieci Boże i włączenie do rodziny Boga (Św. Trójcy).„Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi – w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa.” (Ga 3,26-27)

    Jezus opuszczony i wyszydzony

  5. Bóg nie jest okrutnym sędzią, ale naszym Ojcem. Nowe przymierze nie powstało na Sali sądowej – zostało obmyślone przez Boga w Jego „rodzinnym domu”.„Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.” (J 3,17)
  6. W Biblii idea przymierza na osi czasowej wygląda jak eksplodująca „bomba”. To „bomba” miłości Boga do nas, której wybuch w pełni nastąpił w ofierze Jezusa. Przymierze na przestrzeni wieków było rozszerzaniem Ojcostwa Boga nad rodziną ludzką. Najpierw Bóg zawarł przymierzę z Adamem i Ewą, czego owocem było ich małżeństwo; przymierze z Noem dało ród; przymierze z Abrahamem – plemię; przymierze z Mojżeszem połączyło 12 plemion w naród; przymierze z Dawidem dało królestwo Izraelitom.Chrystus zawarł Nowe Przymierze ustanawiając powszechny Kościół, rodzinę Bożą, o zasięgu światowym, obejmującym wszystkie narody, w tym Żydów i pogan.

 

Eucharystia – przymierze Boga z człowiekiem

  1. Eucharystia /(gr.) ε?χαριστ?α (eucharistía) dziękczynienie / lub Wieczerza Pańska, Sakrament Ołtarza, Msza św., Komunia Święta, Najświętszy Sakrament, Najświętsza Ofiara – uroczysta celebracja Ostatniej Wieczerzy, uczty paschalnej, którą Jezus spożył przed swoją zbawczą męką, śmiercią i Zmartwychwstaniem i którą chrześcijanie sprawują wypełniając polecenie Mistrza:„Wtedy rzekł do nich: Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami, zanim będę cierpiał. Albowiem powiadam wam: Już jej spożywać nie będę, aż się spełni w królestwie Bożym. Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie rzekł: Weźcie go i podzielcie między siebie; albowiem powiadam wam: odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże.  Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę! Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana.”(Łk 22 15-20).

    Eucharystia jest zaczątkiem „uczty zaślubin Baranka” zapowiedzianej w Apokalipsie (Ap 19,9)

Ciało i Krew Jezusa

  1. Jezus użył słowa „przymierze” jeden tylko jeden raz w momencie ustanowienia Eucharystii.A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów.” (Mt 26 26-28)
  2. Jezus konkretnie nakazuję „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje” oraz ”Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza”. Nie mówi, że to tylko przenośnia. Jezus mówi jasno że to Jego Ciało i Jego Krew, które mamy spożywać. Trudno to zrozumieć, dlaczego mamy jeść i pić Jezusa. Tak samo zastanawiali się Żydzi, do których Jezus przemawiał po rozmnożeniu chleba i nakarmieniu kilku tysięcy osób:„Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać /swoje/ ciało do jedzenia? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim.

    Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z Ostatnia Wieczerzanieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum. A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?

    Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są , co nie wierzą, i kto miał Go wydać.

    Rzekł więc: Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca. Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść?” (J 6 52-68).

  3. Jezus jasno mówi że:
    1. Jego Ciało to prawdziwy Chleb, a Krew to prawdziwy napój.
    2. Nie ma życia ten kto Go nie spożywa.
    3. Słowo „jeść” użyte w tym fragmencie oznacza z greki „żucie” co miało podkreślić, że chodzi o konsumpcję.
    4. Trwanie w Jezusie to spożywanie jego Ciała i picie Krwi.
    5. Słowo Jego jest duchem i życiem, zatem to nie Pismo Święte jest chlebem do spożywania. Jezus wskazuje na czas po swojej śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu, kiedy to Duch da uczniom Jego uwielbione Ciało i stanie się Ono życiem dla spożywających.
    6. Jezus naraził się na odejście większości uczniów. Gdyby chodziło tylko o symbol to być może zatrzymałby odchodzący tłum ludzi: „Poczekajcie, to tylko przenośnia ze spożywaniem Mnie. Wystarczy karmić się tylko Moim słowem”… Tego Jezus nie zrobił . Nawet najbliższym swoim uczniom nie wyjaśnił tej przemowy, co zresztą miało miejsce wiele razy, kiedy uczniowie pytali się o o znaczenie Jego przypowieści.
  4. Komunia ŚwiętaSkoro jesteśmy w rodzinie Boga (przymierze nam to gwarantuje), to musi nas łączyć wspólna krew (rodzina to przecież więzy krwi). Dziecko ma swoje ciało z rodzica, a buduje się ono ze spożywania mleka matki, a potem wypracowanego przez rodziców chleba. Jezus oddaje nam swoje Ciało jako Chleb (źródło materii do spożycia), abyśmy budowali nasze ciało z Niego samego! Daje nam swoją Krew, aby krew, która w nas płynie była połączona z Jego Krwią. Zatem przyjmując Eucharystię naprawdę stajemy się Jego dzieckiem i jesteśmy włączeni do Jego rodziny Bożej!
  5. Przyjmując Eucharystię zostajemy włączeni do przymierza z Bogiem. Staje się to w każdej sferze ludzkiej: fizycznej i duchowej równocześnie.
  6. Św. Paweł wyraźnie pokazuje nam prawdziwą naturę Eucharystii jako Ciała i Krwi Jezusa, wyraża to przez naganę:  „Kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije, nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije” (1 Kor 11, 27-29)
  7. Eucharystia jest pamiątką Paschy Chrystusa, to znaczy dzieła zbawienia wypełnionego przez Jego życie, śmierć i zmartwychwstanie. Dzieło to uobecnia się w czynności liturgicznej (KKK 1407) Kościół rozumie sprawowanie Eucharystii jako wyrażanie i urzeczywistnianie więzi, komunii z Bogiem i wzajemnej więzi wiernych chrześcijan. Ponieważ Kościół jest sakramentem zbawienia i jedności całej ludzkości, Eucharystia jest uznana za najważniejszy przejaw działania Bożego, które dokonuje się przez Chrystusa i Kościół w świecie (por. KKK 1325)
  8. Żaden chrześcijanin nie odważył się zanegować obecności Jezusa w Eucharystii przez ponad 1000 lat, potem kiedy zaczęły się wątpliwości Bóg zsyłał liczne cuda Eucharystyczne (np przemianę wina w prawdziwą krew). Cuda eucharystyczne przyjmowały różnorakie formy. W wielu przypadkach święte Hostie krwawiły lub przemieniały się w Ciało, a eucharystyczne wino, w Krew Pańską – w widoczną Krew. Czasami Hostie unosiły się w powietrzu lub były nienaruszone przez bardzo długie okresy czasu.

na podstawie: „W domu najlepiej” Scott i Kimberly Hahn oraz Katechizmu Kościoła Katolickiego

źródło: http://www.kierunkowskaz.net/eucharystia-dlaczego-mamy-spozywac-jezusa-zywy-chleb-przymierze-boga-z-czlowiekiem_a_39.html

Eucharystia – Dlaczego mamy spożywać Jezusa? Żywy chleb – przymierze Boga z człowiekiem