Jezus odmienił moje życie. Przyszedł gdy miałem wszystko.

Kilka zdań o moim życiu – Jezus odmienił moje życie. Przyszedł gdy miałem po ludzku wszystko, a w sercu pustkę i rozpacz.

Spotkałem Jezusa Świadectwo nawrócenia Roberta z domu dziecka

Przez 15 lat żyłem własną religią, czyli jak pierwsi rodzice sam chciałem wyznaczać co jest dobre a co jest złe. Odrzuciłem przykazania Boże jako nieprawdziwe. Kościół katolicki wydawał mi się spróchniałą instytucją bez ducha prawdy. Takie życie kosztowało mnie bardzo dużo lęku o jutro, pustki w sercu, braku sensu. Zagłuszałem swój ból wewnętrzny przez przyjemności chwilowe, imprezy, alkohol itd.

Pustka jaką miałem przez pobyt w domu dziecka do 6 roku życia, tylko się powiększała i ani założenie rodziny, ani pracoholizm, ani pieniądze, których miałem coraz więcej, nie były w stanie tej przepaści zasypać.

W 2009 zacząłem szukać biologicznej rodziny i jej odnalezienie powoli otwierało moje serce. Wtedy w tak otwarte serce wkroczył Jezus. Nocą jadąc do Krakowa, mój brat zaczął opowiadać swoje świadectwo, czułem jak wielka ciemna moc walczy o moje serce.

Jezusa spotkałem jako żywą, realną osobą, która daje pokój i radość w sercu. Jezus przemienił moje życie, pokazał mi wartość dobra, która jest ponadczasowa.

motto:
image

Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata.” Jan 17,14

  1. DOM DZIECKA
  • Urodziłem się w Kazimierzu Dolnym w 1979r.
  • Zaraz po urodzeniu trafiłem do domu dziecka z powodu choroby rodziców.
  • W domu dziecka byłem 6 lat, do 4 roku życia byłem w Domu Małego Dziecka w Kraśniku, później w Puławach w domu dla dużych dzieci, gdzie byłem najmłodszym dzieckiem.
  • W Puławach mieszkałem z chłopakiem, który miał niebawem wychodzić, miał 18 lat. Ponieważ poczuł się nadto ojcem surowo bardzo mnie chował. Za najdrobniejsze przewinienia nie pozawalał mi oglądać dobranocki, co było dla mnie bardzo dużym bólem. Kazał mi chodzić spać przodem do ściany, abym nie widział co on robi. On spraszał do siebie dziewczyny w celach towarzyskich. Bardzo się go bałem i nie odwracałem się w ogóle. Moją radością były dobranocki w radiu, zawsze na programie 1 o 19:30.
  • Pamiętam kilka scen trudnych, np.

o   Starsze dzieci wyciągnęły mnie za ogrodzenie na pieczenie ziemniaków, później za to byłem bity przez Wychowawców linijką po rękach. Generalnie moje wspomnienie domu dziecka w Puławach to dżungla, prawo silniejszego jest jedynym prawem, a wychowawcy są jakby na szczycie tej piramidy przemocy.

o   Od Św. Mikołaja dostałem górę prezentów, worek był większy ode mnie nie mogłem go sam dociągnąć do pokoju. Po 2 dniach nie miałem już żadnej zabawki, ponieważ znajdowałem je u starszych dzieci na półkach poprosiłem wychowawców o ich odzyskanie. Na chwile je odzyskałem byłem tylko bity przez starsze dzieci za to zdarzenie.

o   Byłem bardzo chorowity i często jeździłem do szpitala. Kiedyś miałem ciężką anginę, gardło mi tak napuchło że nie mogłem nic jeść ani pić. Wtedy wychowawcy i wychowankowie zmuszali mnie do jedzenia groźbami pobicia. Przełykałem pokarmy ze strasznym bólem i płaczem.

o   Najtrudniej przeżyłem oddawanie mnie do rodzin na próbę, a szczególnie okres kiedy rodzice zastępczy brali mnie od czwartku do niedzieli do domu. Trwało to kilka miesięcy i byłem bardzo przygnębiony w dniach kiedy byłem w domu dziecka. Całymi dniami siadywałem na holu przed drzwiami i patrzyłem się na każdego wchodzącego człowieka, płakałem za każdym razem kiedy nie byli nim moi zastępczy rodzice.

o   Przeżywałem także bardzo ciężko rozstanie z moim bratem Jackiem, którego pamiętałem z Domu Małego Dziecka w Kraśniku. Razem się bawiliśmy tam i ponieważ byłem najstarszy to ja rozdawałem zabawki. Szczególnie pamiętam zabawę w budowanie muru z dużych klocków przypominających cegły. W Kraśniku także wiedziałem że mam jakieś młodsze rodzeństwo, pokazano mi jakąś dzidzię i powiedziano że to moja siostra, ale jako że nie mogła się ze mną bawić nie zwróciłem na nią uwagi.

o   W Kraśniku także miałem szansę poznać moich rodziców, odwiedzali mnie rzadko, ale tych kilka spotkań noszę w moim sercu do dziś. Wiem że rodzice mnie bardzo kochali i chcieli abym mieszkał z nimi, mówili mi że nie mogę z nimi mieszkać bo w domu są dziury, a ja wyobrażałem sobie domek z dziurami takimi jak w serze. Pewnego razu podczas ich spotkania ze mną doszło do jakiejś sprzeczki z personelem i to był chyba ostatni raz kiedy ich widziałem.

o   W domu dziecka i później kiedy mi było ciężko wyobrażałem sobie, że to nie ja, że to nie mi się dzieją te rzeczy, tylko jakiemuś innemu chłopcu. Bardzo mi to pomagało zawsze.

  • Któregoś dnia, chyba jak byłem wzięty na weekend do jakiejś rodziny poszedłem z nimi do kościoła pierwszy raz w życiu. Pamiętam, że nic a nic z tego nie rozumiałem co tam się działo. Coś mi tłumaczyli ale zupełnie nie wiedziałem po co stoi tam kilkaset osób.
  • Po kilku miesiącach rodzice zastępczy przenieśli mnie do domu dziecka w Lublinie, ponieważ trwały sprawy sądowe a ciągłe dojazdy do Puław były uciążliwe. W Lublinie byłem tylko 2-3 miesiące, bez decyzji sądowej rodzice po dogadaniu się z dyrektor zabrali mnie na stałe do domu. Tego dnia powiedzieli mi że są moimi rodzicami i że mogę do nich mówić Mama i Tata a nie już Ciocia i Wujek. Pamiętam czułem się wtedy najszczęśliwszym dzieckiem na świecie, dookoła kolegom mówiłem, że Ciocia to Mama, a Ci nie mogli tego zrozumieć.
  1. DZIECIŃSTWO I MŁODOŚĆ
  • Później moje życie potoczyło się w miarę normalnie, choć oczywiście miałem syndromy choroby sierocej RAD. Pomimo mojego lenistwa ukończyłem studia na Politechnice Lubelskiej.
  • Po przyjściu do rodziny zastępczej w wieku chyba 7 lat miałem dziwny sen. Odmawiałem ciągle „Zdrowaś Mario”, choć nigdy przedtem nie uczyłem się tej modlitwy. Obudziłem się rano i znałem całą ją na pamięć i dalej ją odmawiałem po obudzeniu przez cały dzień. To było moje pierwsze spotkanie z Maryją – moja prawdziwą matką zastępczą. Szybko jednak okres „dziecięcej wiary „ bajkowej się skończył, chyba wtedy kiedy przestałem wierzyć w Św. Mikołaja.
  • Całe moje życie mam jedno odczucie, nie jestem z tego świata, tzn. czuję się tu jakoś obco i cały pęd konsumpcyjny bardzo mi przeszkadzał, nigdy nie lubiłem firmowych ciuchów (Do tej pory dla mnie jest śmieszne że płaci się kilkaset złotych za reklamowanie jakiegoś koncernu na swojej piersi.), szedłem pod prąd modom i trendom szkolono-grupowym. Dziwne było dla mnie wieszanie plakatów zespołów muzycznych, a komercyjna papka przyprawiała mnie o niestrawności w każdym wydaniu, choć oczywiście i dla takich popkultura miała swoje rynny, którymi i ja płynąłem sądząc, że sam o tym decyduję. Na przykład chodząc czasem na dyskoteki ze znajomymi czułem tam ogromną pustkę i samotność, zagłuszałem to alkoholem lecz zazwyczaj działał odwrotnie i się jeszcze bardziej alienowałem.
  • Rodzice nie zajmowali się moją wiarą, poza nakazem chodzenia do kościoła w niedziele, w domu nie modliliśmy się razem, tata był typowym „katolikiem niepraktykującym”, tzn. raz na rok na święta wielkanocne udawał się do kościoła. Mama jak byłem mały zmuszała mnie do chodzenia do kościoła, przez co było to tylko miejsce niechcianych tortur zmarnowanej godziny, koło 13 roku odpuściła sobie wymuszanie na mnie chodzenia do kościoła. Pamiętam, że śmieszyły mnie jej powroty z kościoła kiedy śpiewała pieśni w domu. Bóg istniał tylko w obrazkach na ścianie i nie był dla mnie żadną rzeczywistością.
  • W ósmej klasie odkryłem świadomie Boga, uwierzyłem, że istnieje. Zbudowałem sobie filozofię życia w której pewnikiem stał się Bóg, z którym każdy się spotka po śmierci. Podstawą do tego były rozmowy z księdzem na plebani o Bogu, czytałem o świętych, o cudach eucharystycznych. Pewnego dnia wychowawczyni na koloniach opowiedziała mi historię umierania jej dziadka, który przeżył śmierć kliniczną i po wybudzeniu poprosił rodzinę aby się za niego nie modliła bo „Tam jest tak pięknie” to było moje pierwsze utwierdzenie wiary. Wtedy też Jezus dał mi odczuć to osamotnienie, o którym pisze w Ewangelii, zostałem wyalienowany w klasie z racji mojej silnej wiary, w zasadzie straciłem znajomych, którzy naśmiewali się z moich rozważań religijnych. Przeżyłem bardzo mocno duchowo bierzmowanie. Bolało mnie bardzo kiedy widziałem u wielu moich rówieśników podchodzących do tego sakramentu jako kolejną rzecz do odbębnienia.

 

  1. DAM CI TEN ŚWIAT.

 

  • Mój rozbrat z kościołem zaczął się po spotkaniu modlitewnym przy parafii, poszedłem i były tam samem „Babcie”, które mówiły „O Maryja Cię do nas zaprosiła”. Lecz nie znalazłem tam pogłębienia wiary tylko „klepanie zdrowasiek”. Po tym wydarzeniu zrezygnowałem z angażowania się w kościół. Wykorzystał to Zły i powoli się we mnie budził, zacząłem powoli odrzucać całą naukę kościoła.
  • Na koniec podstawówki i na początku liceum zaczął mnie interesować alkohol, coraz bardziej pogrążałem się w zabawę pokrapianą, a Bóg zaczął schodzić na dalszy plan. Przestałem się modlić, potem przestałem chodzić do kościoła, pojawiły się pytania dotyczące prawdziwości objawienia Jezusa.
  • Ludzie kościoła wydali mi się strasznie dwulicowi, tutaj „kościółek” a tu awanturka, ty przylać dziecku, tu dać łapówkę itd. W okresie dojrzewania kiedy świat jest biało-czarny bardzo razi taka postawa ludzi. Moją matkę adopcyjną też tak odbierałem.
  • Doszedłem wreszcie do wniosku że dekalog to wymysł jakiegoś Żyda prehistorycznego który wymyślił go aby panować na swoim ludem.
  • Mimo to w serce miałem dalej wryty dekalog i ciężko przychodziło mi łamać przykazania, dlatego zacząłem go sobie tłumaczyć, szczególnie sprawy czystości erotycznej nie dawały mi spokoju. Wymyśliłem, że po to zostały wymyślone aby ludzie wychowywali dzieci w rodzinie, a teraz kiedy jest antykoncepcja można bawić się do woli.
  • Powoli dochodziły kolejne argumenty przeciw wierze katolickiej: krwawa historia nawracania narodów, wojny krzyżackie itp., materializm duchowieństwa, różne plotki o ekscesach księży.
  • W młodości interesowała mnie zabawa, alkohol czasem lekkie narkotyki. W barze spędzałem większość wolnego czasu.
  • Krok po kroku odcinałem w sobie wiarę, trudne pytania związane z Bogiem przestawały mnie obchodzić, a Jezus i katolicyzm kojarzył mi się tylko z„babciami przestraszonymi śmiercią”.
  • Mimo, że zwątpiłem w boskość Jezusa to w Boga jako takiego nigdy nie przestałem wierzyć, powiem więcej, byłem przekonany o Jego istnieniu i dziwili mnie zawsze ludzie, którzy uznawali się za ateistów. Nie wiedziałem tylko kim dokładnie jest Bóg, stwierdziłem, że wszystkie religie jakoś tylko zbliżają się do Boga, ale żadna nie jest prawdziwa. Byłem przekonany że Bóg jakiś tam gdzieś jest ale nie chce się nam ujawnić.
  • Były sfery nauczania kościoła, które pozostały w mnie gdzieś głęboko schowane na zawsze np. o istnieniu Złego, o bojaźni do sekt, o tym, że okultyzm i spirytyzm działa dzięki siłom Złego. Także pomimo moich wątpliwości katolickich i prób skuszenia mnie przez jakieś sekciarskie nauczania, nie dałem się na to skusić.
  • Któregoś razu usłyszałem w TV o jakieś grupie duchowieństwa twierdzącej, że Bóg jest tak dobry iż na pewno każdego zbawi i nie ma piekła. Były to słowa których potrzebowałem dla siebie i przyjąłem je za pewnik.Pomimo tego, że jakoś kłóciło mi się to, że mam jakąś świadomość szatana a tutaj, że nie ma piekła to chyba raz tylko próbowałem rozwiązać ten paradoks. Poddałem się, uznając, że są to tajemnice przekraczające mój umysł i z takim rozdwojeniem pozostałem.
  • Jednym słowem stworzyłem swoją własną religię, w której nie było miejsca na oddawanie czci Bogu, nie było miejsca na modlitwy, nie było miejsca na ofiary. Moralność tej religii była dopasowana wg moich potrzeb, Bóg istnieje, ale co i jak dowiemy się po śmierci. Istnieje Zły, ale jest on częścią Boga, bo Bóg i tak wszystkich zbawi a Piekła nie ma, są tylko różne męki przed wejściem do nieba.
  • Żyłem do 30 roku praktycznie o nią oparty i nic mi nie przeszkadzało. Zresztą specjalnie nikt mi nie próbował jej burzyć, a prośby mojej żony typu choć pójdziemy do kościoła kwitowałem śmiechem.
  • Studia to okres kiedy interesowałem się teatrem, górami i informatyką i utwierdzałem się we własnej wierze. Większość wolnego czasu spędzałem na poszukiwaniu gdzie tu się zabawić, lub aby wyjechać w góry. W ich trakcje poznałem także moją przyszłą żonę, choć przyszłości razem chyba nikt z nas nie zakładał.
  • W 2000 roku zmarł mój ojciec po ciężkiej chorobie. Na kilka dni przed śmiercią po spowiedzi i przyjęciu sakramentów powiedział, że nie boi się śmierci. Bóg mu pokazał piękną lśniącą łąkę i lasy i że to miejsce czeka na niego, utwierdziło mnie to w istnieniu życia po życiu, ale nie zmieniło mojej wiary, bo nie mówił nic o Jezusie.
  • W mojej filozofii życia byłem tak umocniony, że byłem pewien iż nikt i nic jej nie zruszy, a na pewno nie Kościół Katolicki, którego nauczenie przecież już dawno odrzuciłem jako opowiadanie sobie legend starszych dziadków, które nie „trzymały się kupy”. Stawałem się coraz bardziej antyklerykalny, a o kościele Jezusa mówiłem, że to sekta która powstała 2000 lat temu i o dziwo głosząc swoje legendy do dziś przetrzymała, a teraz to jest wielki biznes i robi pranie mózgów ludziom.
  • Teraz rozumiem co to jest Wola Boża i dlaczego Bóg pozwala na takie odejście, aby z jeszcze większą wiarą powrócić do niego.

 

  1. ZREALIZUJ SWOJE MARZENIA I CO DALEJ ?
  • zaufanie JezusowiZaraz po zakończeniu studiów założyłem rodzinę. Bóg dał nam niespodziewanie ciążę Kasi gdy byłem na 5 roku studiów. Nie chcieliśmy na gwałt brać ślubu, ponieważ trudno układały się nasze relacje daliśmy sobie czas na zastanowienie co robić, oświadczyłem się Kasi. Ślub dopiero wzięliśmy jak Mikołaj miał pół roku. Kasia się pytała mnie, po co mi ślub kościelny skoro i tak nie wierzysz w Boga. Ja mówiłem wtedy, że w samego Boga wierzę i chcę mięć ślub przed Nim, a w naszej kulturze taki jest obraz Boga, więc w tym rycie przyjmę ślub.
  • Zaczęła się powolna i mozolna walka o każdy dzień w sferze materialnej i między nami. Pierwsze lata były bardzo trudne i obie strony miały się dosyć, kolejna ciąża żony pogorszyła jeszcze relacje między nami. Ciągłe utarczki i niezrozumienie oraz nagłe postawienie nas w roli w której nikt nie chciał być procentowały negatywnie. Zły miał wielkie pole do popisu. Po 3 latach mieliśmy się kompletnie dosyć. Ciepłe chwile były bardzo z rzadka. Nauczyliśmy się razem idealnie ranić. Każda ze stron znała bardzo dobrze słabe punkty „przeciwnika” i jak tylko przychodziła okazja to uderzała w nie bez skrupułów. Ataki gniewu przybierały na sile z obu stron. Raz tylko siłą powstrzymałem żonę przed zrobieniem mi krzywdy ostrym narzędziem, za to ja rozwalałem co się tylko napatoczyło pod moje ręce: meble, szklane rzeczy, trzaskałem drzwiami, przeklinając w duszy i na głos moją ukochaną.
  • Dzień przełomu nastąpił kiedy w furii zbiłem szybę w łazience i odłamek szyby ranił Kasi rękę, wyobraziłem sobie wtedy co by było gdyby np. poleciał na szyję. Tego dnia powiedziałem sobie, że już nigdy więcej nie doprowadzę do takiej sytuacji. Od tego dnia zaczęliśmy powoli się zbliżać do siebie.
  • Od tamtej chwili Bóg zaczął delikatnie działać w naszym, życiu, choć ja nie zdawałem sobie z tego sprawy. Pozwolił mi osiągnąć wszystkie moje marzenia. Najpierw założyłem firmę, która po pierwszym pół roku splajtowała, pomimo mojej pracy non stop od rana do 2 w nocy z weekendami włącznie. W dniu kiedy postanowiłem, że będę szukał pracy, zadzwonili do mnie z dobrej firmy, wywalczyłem dobre warunki finansowe i stanęliśmy wreszcie na nogi. Następnie dostaliśmy kredyt i kupiliśmy piękne większe mieszkanie.
  • Współpracując z tą duża firmą ponownie zacząłem rozkręcać własny interes. Tym razem wszystko wypaliło. Firma zaczęła osiągać dobre wyniki i przestałem przejmować się pieniędzmi. Miałem wszystko o czym marzyłem (nigdy nie marzyłem o mercedesach i jachtach J), jak mogło się wydawać, super mieszkanie, samochody, piękną żonę z trójką wspaniałych chłopaków.
  • Wiedziałem że brakuje mi czegoś, każdego dnia chodziłem z jakimś dziwnym poczuciem straty. Na każdą sekundę mijającą patrzyłem z rozrzewnieniem, z bólem przemijania. Niby wszystko grało, filozofia życia była ułożona i zabetonowana, żona, dzieci zdrowe super rozwijające się. Lecz Bóg dawał delikatnie znać przez to poczucie pustki, że Jego mi w moim życiu brakuje.
  • Zacząłem czytać dużo książek naukowych. Zawsze fizyka mnie interesowała i postanowiłem pogłębić tą wiedzę. Większość książek była napisana przez naukowców pełnych „pychy”, którzy obalili istnienie Boga, co mnie śmieszyło, właśnie sami udowadniali, że tego świata nie da się poznać. Każda strona nauki fizycznych idzie w stronę nieskończoności. Weźmy wielki wybuch czyli powstanie naszego wszechświata. Powstał wg nauki w punktu o nieskończonych właściwościach, czyli poza możliwością poznania. Zagadka naszego wszechświata, gdzie 97% to ciemna i materia i energia a jedyne 3% masy to widzialny przez nas wszechświat. Fizyka kwantowa gdzie dochodzimy do wielu paradoksów i prawa zwykłej fizyki tam nie obowiązują, cząstka może być tu i tam naraz, lub choćby zasada nieoznaczoności Heisenberga, która w skrócie mówi, że nie możemy poznać dobrze tego mikroświata.

ODNALEZIENIE RODZINY – NAWRÓCENIE.

  • godlove2Rodzice całe życie mówili mi abym nie zajmował się już domem dziecka, że teraz mam swoje nowe życie i abym nie wracał ani nie szukał biologicznej rodziny.Przyjąłem to zdanie jako pewnik. Mam swoje życie, a moja rodzina biologiczna ma swoje i po co się im wtrącać. Mimo to kilka razy myślałem o ich odnalezieniu. Zależało mi aby poznać moją Matkę, a szczególnie chciałem odnaleźć mojego ukochanego brata Jacka.
  • Żona moja Kasia pisała właśnie pracę o RAD czyli zespole zaburzenia więzi, głównie w oparciu o osoby z domów dziecka. Pisząc tą pracę zaczęła mnie coraz mocniej naciskać abym zajął się sprawą mojej rodziny.
  • Był koniec kwietnia 2009 kiedy postanowiłem zająć się odnalezieniem mojej rodziny. Nie spałem całą noc i nad tym rozmyślałem. O 6 rano wyjechałem do Lublina odszukać dokumenty. Odnalazłem dokumenty ze starym adresem w Kazimierzu Dolnym gdzie się urodziłem i pojechałem tam. Pojechałem tam i nie znalazłem rodziców, ale spotkałem kobietę, która ich znała. Powiedziała mi o ich śmierci, że tata zginął w wypadku samochodowym a mama umarła na początku bieżącego roku. Powiedziała mi także, że Kazimierzu mam dwójkę braci. Sądziłem, że są starsi bo wiedziałem, że mam kogoś starszego, ale okazało się, że są młodsi. Ponieważ to i tak było za wiele dla mnie, do tego choroba zaczynała mnie rozkładać, wróciłem do domu. Całą drogę płakałem, że nie było mi dane przytulić się z moją mamusią, wspominałem w głowie jej obraz.
  • Powiem także o cudownym uleczeniu mnie z choroby. Od dzieciństwa dręczyły mnie anginy po 3-6 razy w roku chorowałem, wysoka gorączka silny ból gardła.Jako dziecko lądowałem często w szpitalu. Tego dnia kiedy byłem w Kazimierzu także zaczęła się choroba. Pomimo brania 2 razy antybiotyków nie ustępowała. Doszło do zaropienia i wymagany był bardzo bolący zabieg chirurgiczny, powtarzany kilka razy. Lekarz stwierdził, że muszę poddać się większej operacji aby choroba nie powracała, bo wracając może zagrozić życiu. Aby poddać się operacji musiałem 3 miesiące nie chorować, więc odłożyłem zabieg na później. Od czasu mojego nawrócenia ani razu nie zachorowałem!. Teraz łączę tą chorobę z działaniem Złego, który bardzo się wściekał na moje odnalezienie rodziny, działał przez wielu ludzi i zdarzeń. Wiem teraz że został pokonany mocą Pana mego Jezusa Chrystusa, został odsunięty a w raz z nim odeszła ta okropna choroba.
  • W ciągu kilku następnych tygodni poznałem moich braci Krzysia i Darka. Spotkania były bardzo wzruszające. Spodziewali się jakiegoś Pana w garniturze, który przyjedzie raz lub dwa, wypije herbatkę i tyle. Bardzo dużo informacji i wiedzy wymienialiśmy o nas samych i rodzicach. Zostaliśmy szczerymi przyjaciółmi.
  • Odwiedziłem także domy dziecka w Kraśniku i Puławach skąd dowiedziałem się o Jacku i Andrzeju że zostali adoptowani, oraz o Bliźniakach, że także poszli razem od adopcji. Panie przekazały mi drogę poszukiwań przez ośrodek adopcyjny.
  • W czerwcu złożyłem dokumenty w ośrodku w Lublinie. Byłem szczęśliwy, że obie pary były wzięte do dobrych domów w Polsce. Po przesłaniu zapytań do urzędów udało się zlokalizować adresy zamieszkania rodzin. Urząd przesłał zapytania o moich poszukiwaniach.
  • Pod koniec października spotkałem się wreszcie z Jackiem, Jackiem którego pamiętałem z domu dziecka i w sercu nosiłem jego twarz całe życie. To było spełnienie moich marzeń. Co prawda wyglądał inaczej niż go sobie wyobrażałem ale to był na pewno ON. Mieliśmy tyle wspólnych cech. Pierwszy tydzień to od 17 do 2 nocy dzień w dzień się spotykaliśmy. Jacek na pierwszym spotkaniu powiedział mi że był 3 lata w seminarium. Oho pomyślałem co oni mu tam wtłoczyli do głowy? Trochę onieśmielony tą informacją udałem, że nie robi na mnie wrażenia. Pomyślałem dzięki Boże, żeście mi brata nie zmarnowali i nie został księdzem. Jacek na szczęście szybko rozluźnił atmosferę bo przyznał się, że lubi piwko. Uff pomyślałem jednak to normalny człowiek.Okazało się, że Jacek prawie całe młodzieńcze życie był koło mnie. Studiował w Lublinie na KULu, a później mieszkał w Warszawie jak i ja.
  • W listopadzie poznałem Andrzeja, który wychowywał się razem z Jackiem. Andrzej, który w wyniku wypadku zapadł na lekką chorobę psychiczną okazał się wspaniałym człowiekiem. Mieszka u Braci zakonnych w różnych częściach Polski i pomaga tam przy prostych pracach sprzątania i w kuchni. Z Andrzejkiem spędziliśmy razem kilka dni, pojechaliśmy do Kazimierza gdzie poznał historię rodziny.
  • W listopadzie także udało się doprowadzić do spotkania z „Krakowem” tzn Magdą i Pawłem – bliźniakami, oraz całą odnalezioną resztą. Bliźniaki byli trochę zszokowani po odnalezieniu ich przeze mnie. Całe życie sądzili że są sami. Magda dochodziła długo do siebie po tej informacji. Także i oni okazali się niesamowitymi ludźmi. Magda kończy robić doktorat jako Politolog, a Paweł pracuje jako programista w cenionej firmie w Krakowie.
  • Od tego spotkania odbyło się wiele fantastycznych spotkań, razem i w różnych grupkach. Poznajemy się i nadrabiamy stracony czas wspólną zabawą i przebywaniem razem. Obecnie Darek przeprowadził się koło mnie.
  • Dodaję świadectwo mojego brata Jacka o mojej rodzinie.: Kiedyś, za komuny, adoptowane dzieci , a przede wszystkim ich nowi rodzice nie mieli prawa znać prawdy o rodzicach ani o rodzeństwie. Szło się do „nowego” domu bez korzeni, bez fundamentu miłości. Z całej naszej ósemki, piątka przeszła przez dom dziecka. Wszyscy byliśmy pod Bożymi skrzydłami, gdyż zostaliśmy adoptowani przez dobre i kochające rodziny. Wyrok sądu zatrzymał się przy narodzinach naszej dwójki braci – Krzyśka i Darka. Oni mieli szczęście zostać przy rodzicach.

  • W domu rodzinnym było ciężko. Ojciec sanitariusz miał cugi alkoholowe, a mama nauczycielka wychodziła z ciężkiej choroby. Kochali nas bardzo. Dowiedziałem się o tym na ich grobie po 28 latach mojego życia. Nie mówili na przykład o roku 1983, ale o „roku, w którym urodzili się bliźniacy” (Paweł i Magda). Ich pragnienie zatrzymania nas przy sobie potwierdza inne wzruszające dla mnie wydarzenie, kiedy rodzice wykradli dwójkę swoich dzieci z domu dziecka, udając w przebraniu lekarzy. Oczywiście milicja szybko przywróciła prawny porządek. Wiem o tym od Krzyśka i Darka.

  • Tata zginął w wypadku samochodowym w 2003 roku. Myślę, że Jezus mu okazał miłosierdzie biorąc go do siebie tak bez przygotowania, żeby jeszcze bardziej go usprawiedliwić i przygarnąć do życia w szczęściu bez końca. Stało się to parę miesięcy po ich ślubie kościelnym…

  • A mamusia jeszcze długo żyła, cierpiała na różne schorzenia przewlekłe, choć może jej największym bólem był bagaż samego trudnego życia pod górkę, życia, w którym musiały być przecięte nici miłości do jej własnych piątki dzieci. Zmarła w 2009 roku, w lutym. Nie zobaczyłem jej. Co się z nami teraz dzieje? Artur, najstarszy (ur.1967) mieszka na Śląsku koło Wrocławia z żoną i dziećmi. Parę lat temu miał ciężki wypadek w pracy i teraz żyje w przytłumieniu, w słabym kontakcie ze światem. Artur został przygarnięty przez naszych dziadków z Opola Lubelskiego.

  • Robert (ur. 1979) ma firmę informatyczną w Lublinie i oddział w Warszawie, ma wspaniałą żonę i trójkę naprawdę fajnych dzieci. Pamięta dom dziecka najbardziej z nas wszystkich. Miał już 6 lat, kiedy życzliwe małżeństwo przygarnęło go jak swojego syna. Robert pamięta dwa domy dziecka. Pierwszy w Kraśniku dla malutkich dzieci. Tam byliśmy razem. On wiedział, że jest moim bratem, ja tego nie rozumiałem, choć otwiera mi się pamięć, że on mnie do tego przekonywał. Był dla mnie bardzo opiekuńczy, dawał mi najlepsze zabawki i wyjmował szczebelki z łóżka, żebym mógł wyjść. Robert miał więcej ode mnie takich wydarzeń, kiedy ludzie brali go siebie do domu, żeby podjąć decyzję o adopcji. Kiedy rezygnowali, może nawet nie wiedzieli ile bólu zadawali nam. Dzieci to nie towar… Robert ma duszę organizatora, jest wrażliwy na potrzeby innych, traktuje ludzi bardzo osobiście i chętnie dzieli się tym co posiada.

  • Do mnie (1981) i Andrzeja (1982) przyjechali ludzie, którzy nas pierwszy raz zobaczyli i od razu nas przygarnęli do siebie. Mieliśmy piękne dzieciństwo. Niestety u Andrzeja zaczęła się lekka choroba psychiczna, która jest do dziś leczona, ale pozwala mu na godne życie i pracę jako pomocnik kucharza i pracownik gospodarczy przy domu misyjnym księży misjonarzy. Wcześniej, przez kilka lat przebywał w domu pomocy społecznej prowadzonym przez braci szkolnych.

  • Bliźniacy (Paweł i Magda, ur.1983) praktycznie nie pamiętają domu dziecka. Mieli trzy latka, gdy zostali przygarnięci przez nową rodzinę. Obydwoje są bardzo zdolni, pełni radości, zapału i pasji. Magda robi doktorat w Krakowie, Paweł ma żonę i synka i pracuje w dużej firmie informatycznej w Krakowie. Obydwoje kochają piesze wędrówki i góry.

  • Darek (1984) i Krzysiek (1986) pozostali przy rodzicach w Kazimierzu Dolnym. Dzieciństwo nauczyło ich odpowiedzialności i pracy. Mają, jak cała nasza ósemka, wrażliwe dusze, inteligencję oraz pasje życiowe. Darek jest kreatywnym kucharzem, projektującym swoje dania. Udziela się w parafii poprzez np. uczestnictwo w Drodze Krzyżowej, gdzie odgrywa rolę Jezusa. Krzysiek ma już rodzinę, to znaczy żonę i dwójkę dzieci. Jest prawdziwą „złota rączką” w pracach budowlanych czy mechanicznych.

  • Co do mnie [Jacek], dostałem od Pana Boga różne talenty, pracuję w zawodzie architekta krajobrazu. W Warszawie należę do Odnowy w Duchu Świętym, jestem szczęśliwy.

  • Z Jackiem zaczęliśmy rozmawiać o wierze. Ja z pozycji mądrzącego się wątpiącego i podważającego Boskie przekazanie Ewangelii. Były to trudne chwile dla Jacka, bo moja pycha aż bolała jego sens wiary. Modlił się za mnie i moja żona się też modliła.
  • Podczas jednego z wyjazdów do Krakowa, ja Darek i Krzyś czuliśmy dziwne „czarne” ciążenie na nas. Wszyscy byliśmy przekonani o tym, że wydarzy się coś złego np. wypadek. Zaczęliśmy szczerze rozmawiać. Wtedy przez Jacka zaczął działać Duch Święty, bo pomimo, że niewiele mówił o Bogu to każde jego zdanie odblokowywało coś we mnie. Rozmawialiśmy dużo o szatanie o piekle o opętanych ludziach. Zaczynałem zdawać sobie z tego sprawę że to prawda. Jacek opowiedział mi kilka świadectw z modlitw z egzorcyzmem, w których uczestniczył i jego słowa przemówiły do mnie, choć wcale dalej nie uwierzyłem w Jezusa. Uwierzyłem tylko w istnienie Złego. Jacek po tej podróży pożyczył mi książkę „Szatan istnieje naprawdę”. Przeleżała trochę na półce nie ruszana, Zły skutecznie nie pozwalał mi na jej przeczytanie. Pewnego dnia po kolejnym spotkaniu z Jackiem wziąłem się za jej czytanie i dopiero łącząc treści podane w książce z treściami Jacka uwierzyłem, że tylko wzywając Jezusa i Maryję możemy pokonać Złego.
  • Potem nastąpił proces pokuty. Pokuty rozumianej jako nawracanie się. Odwracanie się w stronę Boga. Jak pisze jest napisane w Ewangelii w wielu miejscach najpierw pokuta później wiara.
  • Spojrzałem w stronę Boga i odkryłem, że nie jestem czystym bezwinnym człowiekiem jak o sobie miałem zdanie. Przecież nikogo nie zabiłem? Nie chodziłem na rozbój, nikogo nie biłem, nie uważałem się za osobę nadużywającą alkoholu. Lecz to spojrzenie w niego pokazało mi moją małość. To że obrażałem Boga samym tym że w Jego Syna nie wierzyłem, że stawiałem się na równi z nim tworząc własną ideologię.
  • Pan dał mi wielką moc wiary i pokonywania Złego we mnie. Po dwóch miesiącach od decyzji powrotu do Boga przystąpiłem do spowiedzi. Ostatnią ważna miałem z przed 15 lat, kolejne to była farsa pod ślub czy chrzest dzieci. Te dwa miesiące to czas wychodzenia z czarnej otchłani gdzie było moje ja, gdzie nic nie widziałem i była przerażająca pustka. Pustki tej nawet odnalezienie rodziny nie zalało, na co miałem nadzieję. Odwracając się w stronę światła strzepywałem jakby cały brud z życia. Do pierwszej spowiedzi przystąpiłem cały rozedrgany. Idąc do kościoła nogi mi drżały, suchość miałem w gardle, bałem się tej pierwszej spowiedzi bardzo.
  • Kolejne miesiące to poznawanie Jezusa przez różne książki, ale jeszcze nie przez Pismo Święte. Przez objawienia Maryjne, przez czytanie relacji ludzi. Jeden z największych wstrząsów wywołała na mnie „Rażona piorunem” Glorii Polo http://gloriapolo.neuevangelisierung.org/testimonio/Polnisch01.pdf. Po tej pozycji poczułem potrzebę spowiedzi z całego życia. Która nastąpiła cztery miesiące później. Każdego dnia Duch Święty przypominał mi delikatnie nie wypowiedziane nigdy moje większe i mniejsze grzeszki. Z człowieka, któremu wydawało się, że jest bez winy i skazy zebrało się cztery strony maczkiem zapisanych grzechów.
  • Zszokowało mnie bogactwo chrześcijaństwa ilość świadectw, ilość pozycji o Bogu. Piękno ichwartości które przenosiły. Plułem sobie w brodę jak mogłem odrzucić takie dobrodziejstwo, nawet nie znając tego. Jak człowiek jest zaślepiony sobą to nie widzi dobra, które daje Bóg przez tylu ludzi. Chłonąłem pozycje jedna za drugą, Jak byłem młody brakowało mi żywego kościoła, ludzi którzy uwielbiają Boga i cieszą się jego poznawaniem. O jakie ubogie miałem zdanie o kościele, który wydawał mi się tylko miejscem pustych obrzędów bojaźliwych starców.
  • Obrałem Jezusa jako mojego Pana i zacząłem nowe życie. Po pierwszej fascynacji i silnym poznawaniu Boga zdałem sobie sprawę w ilu miejscach mojego życia działał Zły duch. Złe moce zaczęły walczyć z moją wiarą jeszcze nową i kruchą.
  • Na szczęście Jezus postawił na mojej drodze Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy. Gdzie dowiedziałem się, że sami nie pokonamy Złego, tylko Pan może go pokonać bo On jest mocą duchową, a my jesteśmy najmniejszym z najmniejszych stworzeń bożych. Chłonąłem bogactwo płynące z rekolekcji. Nauczyły mnie czytać Pismo, nauczyły mnie medytacji z Bogiem, tego że Bóg mówi do nas jeśli tylko chcemy słuchać.
  • Na dobre zaczęła się moja walka ze Złym, przyjąłem ostrą amunicję częste i gorliwe modlitwy oraz miłość i czystość w życiu. Wiele razy jednak przegrywałem tą walkę. Wiele nocy targał mną Zły duch, przychodząc to w okrutnych snach, to siejąc przerażenie w sercu co blokowało pójście spać na wiele godzin. Innymi razami snami o orgiach seksualnych które zamieniały się w ucztę z nim. Jak tylko miałem słabsze dni i mniej gorliwe modlitwy to wchodziło zniechęcenie, leniwość, zwątpienie. Szczególnie często rano budziłem się jakby „wykasowany” z wiary. Budziłem się i wydawało mi się to wszystko nieprawdziwe.
  • Rekolekcje te odmieniły także moje postrzeganie samej osoby Boga, z „siwego sprawiedliwie każącego starca” na „Ocean Miłości”. Osobę dla której każdy jest szczególnie ważny, jedyny i kochany bezgranicznie, bez względu na to kim jest i co zrobił. Każdy może odwrócić się w stronę miłości. Nie ma takiego grzechu którego Ten Kosmos Miłości by nie przebaczył jeśli tylko przychodzimy z pokorą do Niego. Bardzo podoba mi się pytanie Jezusa postawione głównemu bohaterowi książki „Chata”, który ma piątkę dzieci. Wyobraź sobie że masz wybrać do zbawienia 2 z 5 swoich dzieci, którego wybierzesz? Wszyscy jesteśmy jego dziećmi choć brudni i umorusani błotem grzechu to Jezus chce nas obmyć swoją krwią i wodą i dać nam wszystkim życie wieczne.
  • Jednak Pan zawsze zwyciężał, czasem pozwalał na upadki trwające kilka dni aby z jeszcze większą mocą zatryumfować. Jezus daje mi bardzo dużo znaków swojej obecności od bardzo intymnych przeżyć w modlitwie po sytuacje, które na pozór mogą być przypadkiem ale dla mnie były zawsze czytelną odpowiedzią na zadane pytania czy prośby. Podam tutaj kilka przykładów:

o   Podnajmuję biuro od przyjaciela Marcina prowadzącego swoją działalność gospodarczą. Pod koniec lutego zostaliśmy zmuszeni szybko zmienić lokal na nowy. Marcin znalazł odpowiadający nam lokal ale właściciele (starsze małżeństwo) zaznaczyli wyraźnie na rozmowie, że nie może być mowy o wynajmowaniu wspólnym i jeśli Marcin chce coś podnajmować to oni nie wynajmą nam lokalu. Następnego dnia rano umówił się na podpisanie umowy.

Ja wieczorem modliłem się do Pana aby pomógł nam tą sprawę rozwiązać, bo jeśli się nie uda to ja lub razem z Marcinem zostaniemy na lodzie z naszymi firmami i nie wiem co zrobię z meblami, towarem itp. Rano kiedy miało dojść do podpisania umowy a mieliśmy powiedzieć, że jednak musimy prosić o zgodę na podnajem na spotkanie przyszła tylko właścicielka, z którą udało nam się bez kłopotu uzgodnić potrzebne zapisy w umowie. Właściciel postanowił spóźnić się na spotkanie bo chciał zjeść dodatkowo coś na śniadanie, kiedy przyjechał 30 minut później podpisał z żoną umowę wcześniej przygotowaną.

o   Miałem także wizję która przyszła kiedy się kładłem spać późno w nocy.

Wizja była bardzo rzeczywista bo działa się w mojej sypialni. Położyłem się na brzuchu spać, ale widzę jakby oczyma duszy, że się odkręcam, chyba siadam na łóżku, widzę dalej moja sypialnię. Naglę widzę w moją stroną skierowany ostrzem wiszący miecz. Miecz jest cały ze złota, ma jakieś wzory. Pomimo tego, że jest skierowany w moja stronę ostrzem oglądam go jakby z każdej strony.

Za mieczem w rogu na górze mojego pokoju ukazuje mi się jaśniejąca postać. To najtrudniej opisać co widziałem, bo widziałem najpierw świetlistość która rozjaśniła całą moją sypialnię swoimi promieniami, promienie były wielokolorowe i wychodziły ze środka postaci. Postać którą od razu rozpoznałem że jest Jezusem, pomimo że ani sylwetki, ani twarzy nie widziałem, bo była to jakby kula, a jakby cała postać. Trudno naprawdę ubrać to w słowa. Jedynie byłem pewien że to Jezus.

Pamiętam, że jak zobaczyłem promienie to czułem jakbym widział te promienie z obrazu Jezusa Miłosiernego Faustyny, ale były dużo bardziej świetliste i w 3D.

Poczułem pokój i miłość od Jezusa, który się nie odzywał tylko był.

Po tej wizji wybudziłem się nagle się brzuchem do dołu, czyli tak jak zaczynałem spać. Byłem bardzo przejęty i podekscytowany tym co zobaczyłem. Modliłem się i poszedłem dalej spać.

Ponieważ odbywałem od kilku tygodni rekolekcje to miałem na każdy dzień fragment pisma przypisany do rozważań. Na następny dzień miałem „zadany” fragment :

W ostatnich dniach – mówi Bóg – wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało, i będą prorokowali synowie wasi i córki wasze, młodzieńcy wasi widzenia mieć będą, a starcy – sny.” Dzieje Ap. 2:17

Ponieważ nie czytałem z góry „zadanych” fragmentów tylko każdego dnia jeden, od kilku tygodni to utwierdził mnie ten fragment w prawdziwości tej wizji.

o   z8332647Q,Matka-Boza-Kebelska.jpgPewnego majowego wieczora koło godziny 18 jechałem z Lublina do Kazimierza Dolnego do moich braci. Wyjazd z Lublina trochę się opóźnił, ale wiedziałem, że nie jest to bez przyczyny bo czułem od rana, że Duch Święty ma na dziś dla mnie jakieś ważne wydarzenie.

Z Lublina zabrałem chłopaka na „stopa” do Nałęczowa. Po rozmowie o tym co robi i co ja robię, zeszliśmy na temat wiary. Powiedział, że jest z parafii w Wąwolnicy i w kilku zdaniach opowiedział mi o cudownej figurze Matki Bożej Kębelskiej. Zapragnąłem pomodlić się przy niej. Zatrzymałem się w Wąwolnicy przy sanktuarium na kilka minut aby zobaczyć to miejsce i pomodlić się. Wszedłem do kaplicy. Było pusto, ukląkłem i zacząłem się modlić. Po lewej były drzwi uchylone i po chwili usłyszałem dobiegające z innego pomieszczenia nie wyraźne modlitwy kilku osób.

Uznałem, że to spotkanie modlitewne jakiejś wspólnoty lokalnej. Wtem nagle usłyszałem krzyk kobiecy i zdania wypowiadane jak z karabinu maszynowego mniej więcej o takiej treści „Ja jestem ukrytym złem tego świata, nikt mnie nie zna co jest moim sukcesem, ja jestem panem tego świata, mam większość dusz w mojej garści, nikt mnie nie pokona”. Zrozumiałem, że jestem świadkiem egzorcyzmów. Oczywiście treści było bardzo dużo, ale ja w zaskoczeniu i początkowym niezrozumieniu nie byłem w stanie zapamiętać wszystkiego.

Poczekałem jeszcze jakieś 10 min i po odmówieniu dziesiątki różańca wyszedłem z kaplicy, kobieta w między czasie uspokoiła się. Jadąc do Kazimierza widziałem przepiękny zachód słońca nad polami i lasami, pagórkami i chmurami. Cieszyłem się jak dziecko, że Bóg zdjął dla mnie na chwilę swoją zasłonę. Choć nie pokazał Siebie to dał mi pokład żywej wiary w jego wieczne istnienie, mówiłem do siebie „Ty jesteś, Ty naprawdę jesteś!”.

  • Po rekolekcjach zacząłem uczęszczać na spotkania Odnowy, gdzie Duch Święty żywo działa na ich uczestników. Moja potrzeba z przed 15 lat poznania żywego kościoła została spełniona. Tego się nie da opisać, to trzeba przeżyć. Poznałem i poznaję wielu fascynujących ludzi, którzy w większości także mają bardzo burzliwą przeszłość i trudne dojście do Boga. Wspólnota zaczęła organizować comiesięczne Msze Święte z modlitwą o uzdrowienie. Podczas nich wydarzyło się bardzo dużo mniejszych i większych cudów. Są także przypadki medycznie udokumentowane uzdrowień z chorób nieuleczalnych. Pan jest wielki. Dzięki Ci PANIE.
  • Nie sposób spisać wszystkich przeżyć w kilku stronach a szczególnie z całego życia. Mam jednak nadzieję, że przez te kilka stron dałem żywe świadectwo działania Jezusa Chrystusa w moim życiu. Jeśli jesteś osobą nie wierzącą w Boga to zacznij tylko modlić się „Boże jeśli istniejesz naprawdę daj mi jakiś znak”. Bóg na pewno to zrobi!
Reklamy
Jezus odmienił moje życie. Przyszedł gdy miałem wszystko.

Jedna uwaga do wpisu “Jezus odmienił moje życie. Przyszedł gdy miałem wszystko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s